wtorek, 16 lutego 2016

W MIEJSKIEJ KNIEI – BLIŻEJ SIEBIE – BLIŻEJ DZIECKA. Uzdrawiająca moc dotyku

„Kiedyś przeczytałam w internecie, że przytulanie się jest jednym z najprzyjemniejszych stanów umysłu i całkowicie się z tym zgadzam" – powiedziała mi Agnieszka Kozieł, praktyk masażu MA-URI, właścicielka firmy „MA-URI Masaż pełen dotyku”, pasjonatka życia, mama dwóch 13-letnich chłopców. „Moje życie rozpoczynało się dwa razy. Pierwszy raz przy narodzinach, 44 lata temu, kolejny raz na stole do masażu, po sesji MA-URI, sesji pełnej niezwykłego dotyku. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że na jego jakość składa się wiele elementów, między innymi uważność, koncentracja, właściwy czas, precyzja... i dużo innych rzeczy. Doświadczyłam na sobie magicznej siły, jaką niesie relacja z drugim człowiekiem, właśnie poprzez dotyk. Zobaczyłam niszę, przestrzeń, którą koniecznie trzeba zagospodarować po to, by móc żyć w zgodzie z sobą”.
Marzena Kaczmarek: Dziś już wiadomo, że oprócz zwykłego pożywienia, człowiekowi potrzebny jest także pokarm emocjonalny. Czuły dotyk ma uzdrawiającą moc. Możesz nam coś więcej o tym opowiedzieć?
Agnieszka Kozieł: Kilka lat temu potrzebowałam wsparcia i pomocy. Te potrzeby dotyczyły bardziej emocji. Byłam zagubiona w życiu, samotna i słaba. Trafiłam do praktyczki MA-URI nie mając żadnej świadomości tego, na czym polega jej praca. Sesja rozpoczęła się całkiem zwyczajnie. Po chwili odczułam coś niespodziewanego. Dzięki pełnemu ludzkiej czułości dotykowi poczułam się całkowicie bezpieczna. Po raz pierwszy w życiu ktoś z takim szacunkiem dotykał mojego ciała, wyznaczał jego granice. Zrozumiałam, gdzieś w głębi siebie, jaką wartością w naszym realnym życiu jest dotyk. Jak bardzo powierzchownie i beztrosko zajmowałam się sobą do tej pory. Miałam wrażenie, jak gdyby ktoś odsłaniał grubą kotarę, a zza niej wyłaniał się prawdziwy sens mojego życia.
Ktoś powie – to tylko masaż, ja powiem – to czysta, biała relacja, to bezinteresowna miłość do drugiego człowieka, pod postacią szacunku, uważności, autentyczności, radości, delikatności, energii. Niesamowitą rzeczą jest całkowity brak oceny ze strony praktyka. Dotyczy to naszego ciała, naszych emocji, zachowania. To budzi ogromne poczucie zaufania do siebie. Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy i tylko od nas samych zależy zmiana, jeżeli jej potrzebujemy.
Marzena Kaczmarek: Do kogo lub do czego najlepiej się przytulać?
Agnieszka Kozieł: Przytulanie jest bezcenne :). Wszystko jest ze sobą powiązane. Jeśli dziecko nie jest przytulane, to jako dorosły człowiek też będzie miało opory, mimo poczucia braku. Można wtedy starać się wyjść poza swoją strefę komfortu w niedotykaniu i badać, oswajać siebie, przyglądać się odczuciom, zadawać sobie pytania: dlaczego czuję niechęć, czego się boję, co może się zmienić, kiedy zbliżę się do innego człowieka. Pozostają nam jeszcze drzewa z swoją energią, z swoją mocą i siłą, są zwierzaki – niezastąpieni cierpliwi przyjaciele ze swoją intuicją i bezinteresowną miłością.
Marzena Kaczmarek: Czy możemy też przytulić sami siebie?
Agnieszka Kozieł: To bardzo ważne. Oczywiście należałoby to robić wielokrotnie w ciągu dnia. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z takiej możliwości. Nawykowo nauczeni jesteśmy traktować siebie mocno krytycznie, stawiać sobie wysokie wymagania, oceniać i obwiniać. Zamiast tego doceńmy siebie za to, co osiągnęliśmy, za odwagę, za dobroć, która jest w nas. Wystarczy krótka chwila, by zamknąć oczy i podziękować sobie. Przytulić się mentalnie, wyobrazić jako maleńką osóbkę, delikatną i wrażliwą (bo tacy jesteśmy pod maskami nakładanymi grubą warstwą) i objąć się własnymi ramionami i poczuć, że mamy taką możliwość. Jesteśmy sami ze sobą na zawsze. Dbajmy o siebie, bo tylko my wiemy, czego nam brakuje.
Marzena Kaczmarek: Jakiej dawki uścisków potrzebujemy, aby prawidłowo funkcjonować?
Agnieszka Kozieł: Virginia Satir, amerykańska psychoterapeutka określiła, że „by przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie, trzeba ośmiu uścisków dziennie. By się rozwijać, trzeba dwunastu uścisków dziennie”. To nauka, a my przytulajmy się, głaskajmy maksymalnie dużo, często, czerpmy z tego radość i przyjemność, bądźmy autentyczni i szczerzy w relacji ze sobą i światem zewnętrznym.
Marzena Kaczmarek: Prowadzę warsztaty dla dzieci z opiekunami. Na jednym ze spotkań miałam taką sytuację – co mnie bardzo zdziwiło – dziecko nie chciało się przytulić do rodzica. Usłyszałam wtedy od mamy „on nie lubi się przytulać”. Masz może jakąś radę lub ćwiczenie dla rodziców, aby dziecko chciało się przytulić czy lepiej nie zachęcać go do tego, jeżeli dziecko na przykład doświadczyło „złego dotyku”, bo przecież bez „przytulańców” też ludzie jakoś funkcjonują.
Agnieszka Kozieł: Myślę, że to bardzo delikatna sprawa. Potrzeba nam wielkiej uważności, niezwykłej wrażliwości, taktu i czasu, aby zdobyć zaufanie dziecka. Stwierdzenie „on nie lubi się przytulać” jest ucieczką rodzica od trudnej sytuacji, jest niechęcią do zmierzenia się z problemem dziecka. Do tego, by „zły dotyk” przepracować, trzeba odwagi, wiedzy i zaangażowania. W takich wypadkach trzeba ćwiczyć przytulanie do zwierząt, uczyć dziecko dotyku w trakcie zabawy. Możliwe jednak, że będzie to długi i żmudny proces. Ale kiedy będziemy pełni miłości, zrozumienia, otwartości nie będzie to dla nas pracą, będzie życiem.

PROPOZYCJE ZABAW Z DZIECKIEM
Posłuchajcie, jak biją wasze serca
Połóż dziecko na plecach, najlepiej na dywanie lub na kocu (zadbaj o to, aby było mu ciepło), przyłóż ucho do jego serca i słuchaj jego bicia. Następnie wyklaskaj rytm bijącego serca. Następnie zamieńcie się rolami.
Pobujajcie się razem
Usiądź z dzieckiem na dywanie lub karimacie. Malucha posadź między nogami (możecie usiąść tyłem lub przodem do siebie), delikatnie bujajcie się z boku na bok, podpieraj dziecko kolanami, udami i ramionami.
Wierszyk z pokazywaniem
Takie wierszyki służą rozwojowi mowy, myślenia, koordynacji wzrokowo-ruchowej, doskonalą orientację w mapie własnego ciała. Recytując, pokazujemy dokładnie to, o czym mowa w wierszyku.

Masujemy nasze czoło, aby było nam wesoło.
Masujemy nasze skronie, przykładając obie dłonie.
Masujemy i podbródek, żeby śmiał się krasnoludek.
Potem dzióbek też zrobimy, wyczyniając śmieszne miny. 
                                 
Marzena Kaczmarek

Polecane wydarzenia:
BLIŻEJ PRZYRODY – POWRÓT DO NATURY – warsztaty dla dzieci 5-12 lat https://www.facebook.com/events/1486464444989036/
W Miejskiej Kniei Dzieciom


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz