poniedziałek, 19 grudnia 2016

FIKU MIKU czyli kreatywne zabawy z dziećmi. Pieczenie chleba.

SKŁADNIKI:
Pół paczki drożdży, jedna łyżeczka cukru, trzy szklanki mąki, szklanka otrąb, jedna łyżeczka soli, dwie szklanki ciepłej wody, nasiona.

PRZYGOTOWANIE:
Dziecko może rozkruszyć w miseczce drożdże. Spytaj go jakie są w dotyku (miękkie, twarde, zimne czy cieple, co przypominają – plastelinę, modelinę itp), dodajcie dwie łyżki ciepłej wody. Dobrze wymieszajcie, aby składniki się połączyły. Odstawcie na chwile na bok.
Do innej miski wsypcie mąkę, otręby ( wymieszaj razem z dzieckiem różnego rodzaju otręby, mogą to być żytnie, pszenne, orkiszowe, porównajcie ich kolor i kształt), sól i cukier (możesz spytać dziecka czy cukier różni się od soli, jaki ma kolor) dodajcie wodę. Wymieszajcie, wlejcie rozczyn z drożdży i wsypcie nasiona ( takie jakie lubicie, nasionka są też w różnych kształtach i kolorach i o tym też możesz porozmawiać z dzieckiem, bo przecież ziarenko słonecznika różni się od ziarenka dyni czy siemienia lnianego, wytłumacz mu, że nasiona są bardzo zdrowe, a gdy znajdują się w ziemi kiełkują itp.) Znów dobrze zamieszajcie wszystko łyżką. Przełóż ciasto do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Przykryj ściereczką. Poczekajcie aż wyrośnie. W pomieszczeniu powinno być ciepło. Włóż ostrożnie do zimnego piekarnika i piecz godzinę od chwili gdy temperatura będzie wynosiła 200 stopni Celcjusza. Nie wyjmujcie od razu chleba, poczekajcie 5 min, potem delikatnie otwórz piekarnik i poczekajcie następne 5 min. Wyjmijcie chleb. 

Przy okazji domowych wypieków możecie porozmawiać o zasadach bezpieczeństwa jakie należy zachować w kuchni.

Marzena Kaczmarek

wtorek, 13 grudnia 2016

PERMAKULTURA. Współpraca

Patrząc na łany kukurydzy czy zboża ciągnące się po horyzont, widzimy jak ubogie w gatunki roślin i zwierząt jest to siedlisko. W takim siedlisku, cokolwiek uprawiamy, zdane jest na łaskę i niełaskę człowieka, gdyż w takiej monokulturze w żaden sposób nie jest w stanie przetrwać samodzielnie. Roślina żyje wyłącznie dzięki zabiegom agrotechnicznym, nawożeniu, biocydom, a często i nawadnianiu. Rośnie w na wpół martwej i wyjałowionej glebie, której z roku na rok ubywa w wyniku orki i erozji, a ilość ludzkiej troski o uprawy i nakłady muszą nieustannie rosnąć, aby nie spadały plony.

Inaczej w pierwotnym lesie, gdzie od jego najniższych partii, po korony drzew, tętni życie wielu gatunków. Od bakterii, pierwotniaków, nicieni i grzybów w glebie, po ptaki kołujące nad lasem, wszystko jest ze sobą w mniejszym lub większym stopniu powiązane. Choć część gatunków rywalizuje ze sobą o nisze, o pokarm, o terytorium, o światło czy o miejsca lęgowe, to jednak w skali makro dominuje współpraca. Grzyby mikoryzowe współpracują z drzewami, rośliny karmią zwierzęta, a te roznoszą ich nasiona i nawożą glebę. Las nawet mityguje klimat, chłodząc powietrze w lecie i ocieplając w zimie, nie mówiąc już o tym, że wpływa na tworzenie się chmur i ilość opadów, czym „świadczy usługi” nie tylko sobie, ale i otoczeniu, a w szerszej skali, naszej planecie.

Las jest doskonałym nauczycielem projektowania permakulturowego. Pokazuje nam, jak współpraca gatunków pozwala systemom biologicznym trwać, bez dopływu zasobów z zewnątrz. Pierwotnych lasów ani nikt nie nawoził, ani nikt nie podlewał, ani tym bardziej nie stosował w nich chemii, a wyrosły tak, że człowiek współczesny skłonny jest je podziwiać i chronić.

Korzystając z wzorców natury, projektujemy permakulturowo systemy, gdzie tak jak w naturze każdy element pełni wiele funkcji, ale z każdą z funkcji wspomaga wiele elementów. Jest to swoista polisa ubezpieczeniowa na wypadek tego, że gdy jeden z elementów zawiedzie, inne go zastąpią. 

Dobierając elementy naszego projektu, czy to ogrodu, czy farmy, czy konstrukcji domu, powinniśmy uwzględniać jak najwięcej elementów ze sobą współpracujących, i wzajemnie się wspomagających, z korzyścią dla obu stron. Niemal wszyscy znamy koncepcję korzystnego sąsiedztwa roślin, ogrodnicy wiedzą, że bazylia rośnie lepiej wraz z pomidorami, a ziemniaki z grochem. W sadzie, drzewom owocowym towarzyszyć powinny rośliny wiążące azot z powietrza, pobierające minerały z głębokich warstw gleby, odstraszające szkodniki czy wabiące owady zapylające. 
Korzystne łączenie elementów w przypadku zwierząt polega na takim ich zestawianiu , aby dzieliły wspólne nisze, ale w ramach niszy korzystały z innych dostępnych zasobów. Klasycznym tego przykładem jest wypas rotacyjny, gdzie za stadem bydła podążają owce, a za owcami drób. Na pewno nikogo nie zdziwi to, że identycznie przemieszczają się wielkie stada dzikich zwierząt na afrykańskich sawannach - projektanci permakultury nie wymyślili wypasu rotacyjnego, podpatrzyli go po prostu w naturze.

W przypadku budynków klasycznym rozwiązaniem jest dołączenie do bryły domu szklarni od południa, co pozwala tanio dogrzewać dom zimą, roślinom w szklarni dostarczać dwutlenek węgla, a nam stwarzać warunki do produkcji żywności nawet w miesiącach zimowych.

Jeżeli zestawiamy elementy nie biorąc pod uwagę ich wzajemnych relacji, rośliny mogą nie chcieć nam rosnąć, zwierzęta mogą chorować lub w ekstremalnych przypadkach zjadać się nawet, a dom może generować niepotrzebne koszty i być niefunkcjonalny oraz niewygodny do zamieszkania. Tak się z reguły dzieje, gdy zamiast współpracy, pomiędzy elementami występuje konkurencja w dowolnej postaci. 


Tworząc tak zwane „niewidzialne struktury” czyli współpracując z ludźmi, powinniśmy też zwracać uwagę na to, czy są to osoby kooperujące, czy rywalizujące. W towarzystwie ludzi kooperujących, możemy zarówno razem więcej osiągnąć, jak i więcej się od siebie nawzajem nauczyć.

Wojciech Górny

sobota, 10 grudnia 2016

Gościnnie soohy: 21 dni w Bieszczadach - część 1


17.10.16, Poniedziałek. Wyjazd w Bieszczady postanowiłem już wcześniej. Padło akurat na drugą połowę października, jesień a w zasadzie jej powolny koniec. Nie tylko ja spóźniłem się z bieszczadzką jesienią - trzeba przyjechać w pierwszych dniach października, wtedy jest nieograniczona ilość barw na bieszczadzkich buczynach.

Link do całego artykułu: soohy: 21 dni w Bieszczadach - część 1

ETNOBOTANIKA I ZIOŁOWA KOSMETYKA. Zdrowe i ziołowe pobudzenie organizmu.

Zioła dzięki substancjom czynnym w nich zawartych mają zdolność pobudzania organizmu- w naturalny sposób wpływają na jego wydolność psychiczną i fizyczną, poprawiają koncentrację oraz wytrzymałość. Jednocześnie dostarczają wielu ważnych składników mineralnych, witamin oraz chronią przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. 

Zacznijmy od zielonej i czarnej herbaty z liści herbaty chińskiej (Camellia sinensis). Zawarta w herbacie teina podnosi sprawność fizyczną i psychiczną organizmu niwelując uczucie senności, znużenia i wyczerpania. Teina jest to związek podobny do kofeiny, jej działanie jest nieco łagodniejsze, ale za to dłuższe niż zawartej w kawie kofeiny. Teina nie tylko ułatwia proces uczenia się i poprawia zdolność kojarzenia, ale reguluje też pracę jelit oraz łagodzi różnego rodzaju bóle. Pobudzająco na organizm działa jednak tylko świeży napar i to uzyskany najwyżej po 3 minutach parzenia. Herbata parzona dłużej działa relaksująco.

Współcześnie coraz częściej by się pobudzić sięgamy także po Yerba Mate (liście ostrokrzewu paragwajskiego (Ilex paraguariensis A.St.-Hil.)). Napar ten posiada silne właściwości pobudzające. Zawiera oprócz kofeiny, także żelazo, magnez i potas. Yerba mate można sączyć cały dzień zalewając te same liście zimną lub ciepłą wodą o temp ok. 60-70 st.C Jest to napój o specyficznym smaku dlatego niektórzy potrzebują czasu, aby do niego przywyknąć. Odradzany jest do stosowania osobom palącym. Oprócz ogólnego orzeźwienia organizmu poprawia także pamięć i koncentrację zwiększając ciśnienie krwi. Dzięki temu mózg jest lepiej dotleniony, a przez to wydajniejszy. 

Miłorząb dwuklapowy in. japoński (Ginkgo biloba L.) uszczelnia ściany naczyń krwionośnych przez co lepiej krąży w nich krew, a serce i mózg pracują sprawniej. Niweluje uczucie zimna oraz drętwienia kończyn. Dzięki pobudzeniu mikrokrążenia w gałce ocznej miłorząb poprawia również wzrok. Substancje zawarte w ekstrakcie z liści miłorzębu, zwłaszcza flawonoidy, mają bardzo silne właściwości przeciwutleniające – opóźniają procesy starzenia się organizmu. 

Imbir (Zingiber officinale Rosc.) to przyprawa korzenna, która do niedawna kojarzyła nam z dodatkiem do świątecznych pierników. Intensywny aromat imbiru to zasługa zingiberolu - składnika olejku eterycznego. Natomiast substancje żywicowe m.in. gingerol i zinferon, odpowiadają za palący, lekko gorzki smak. Imbir posiada wiele właściwości leczniczych. Polepsza krążenie krwi, wspaniale rozgrzewa cały organizm. Tam, gdzie rośnie, czyli w tropikalnej Azji, używa się go jako afrodyzjak. Zwiększa także koncentrację i wydajność umysłową, gdyż poprawia ukrwienie mózgu. Odrobina sproszkowanego imbiru dodana do kawy, niweluje jej szkodliwe właściwości. 

Rozmaryn lekarski (Rosmarinus officinalis L.) posiada właściwości pobudzające i przeciwbólowe. Odpowiedzialna za to jest substancja czynna – rozmarycyna. Poza tym w roślinie znajdują się cenne flawonoidy, garbniki i diterpeny. Rozmaryn korzystnie wpływa na serce, ponieważ pobudza krążenie krwi oraz podnosi ciśnienie. Wspomaga też pracę mózgu i układu nerwowego. Napar z zioła lub olejek aromatyczny jest dodawany do kąpieli, która działa orzeźwiająco na nasz organizm.

Gałka muszkatołowa z drzewa o nazwie Muszkatołowiec korzenny, muszkat (Myristica fragrans Houtt.) stymuluje układ nerwowy i pobudza krążenie krwi. Właśnie dzięki temu może korzystnie wpływać na libido i uważana jest za afrodyzjak. Gałka muszkatołowa zawiera substancję o nazwie mirystycyna. Jest to halucynogen, który przy nadmiernym spożyciu wywołuje zaburzenia percepcji, podobne jak w przypadku narkotyków.

Nie bez znaczenia dla orzeźwienia ciała i umysłu są kąpiele sosnowe. Pobudzają krążenie krwi, wywierają kojące działanie na organizm, wzmacniają serce i układ nerwowy. Poprzez rozgrzewające i przeciwbólowe właściwości przynoszą ulgę przy bólach mięśni i stawów. Sosnowe wyciągi i odwary zwiększają witalność zimą, kiedy niedobory witamin skutkują spadkiem odporności organizmu, brakiem energii oraz świeżości umysłu, ale należy z nich korzystać systematycznie w ciągu całego roku. 

Jak widać w celu pobudzenia ciała i umysłu do wytężonej pracy nie musimy od razu sięgać po kawę oraz popularne sklepowe energetyki. Efekt możemy uzyskać za pomocą zdrowszych i naturalnych zamienników. Część z nich znajdziemy w kuchennej szafeczce z przyprawami, inne zbierzemy na łące lub kupimy w aptece, sklepie zielarskim, etc. Możemy stosować je w postaci smacznych naparów, okładów lub orzeźwiających dodatków do kąpieli. Zapraszam do ziołowych eksperymentów.

Karina Rudzka. Zielarski Kącik Kari.
Link: https://web.facebook.com/ZielarskikacikKari/?ref=ts&fref=ts

poniedziałek, 28 listopada 2016

FIKU MIKU czyli kreatywne zabawy z dziećmi. Recyklingowa zabawka - jesienny robaczek.

Jesień pędzlem malowała,

złote farby od lata dostała. . .

(fragment piosenki pt: „Kasztanki”)

Podczas jesiennego spaceru lub powrotu ze szkoły, sklepu poobserwuj razem z dzieckiem zmieniającą się przyrodę. Wytłumacz mu jaka jest pora roku, dlaczego liście zmieniają kolor i spadają z drzew. Porozmawiajcie o odlatujących na zimę ptakach lub zapadających w zimowy sen zwierzętach. Policzcie ile po drodze spotkacie zwierząt lub ptaków, przypatrzcie się bliżej jesiennym robaczkom, które z pewnością dostrzeżecie na ziemi, gałązkach, trawie czy listkach. 

Pokaż dziecku jak wspaniała jest jesień! Mimo krótszego dnia czy padającego deszczu. Wokoło jest bardzo kolorowo. Można zbierać grzyby, jarzębinę, kasztany, żołędzie i kolorowe liście. Gdy przyjdziecie do domu, zróbcie śmiesznego robaczka. Możecie poeksperymentować z jadalną farbą. Przepis na taka farbę znajdziesz w moim wcześniejszym artykule http://newsletterwmiejskiejkniei.blogspot.com/2015/12/w-miejskiej-kniei-blizej-siebie-blizej.html


KOLOROWY JESIENNY ROBACZEK.

Potrzebne materiały:

-papierowe opakowanie po jajkach

-farba

-klej

-plastelina lub mazak

Przecinamy opakowanie po jajkach na pół. Malujemy dokładnie farbą (jeżeli nie macie pędzelka możecie użyć swojego palca np. wskazującego) i czekamy aż wyschnie. Doklejamy oczy, nosek, rysujemy mazakiem buzię. Gotowe !
Marzena Kaczmarek


sobota, 26 listopada 2016

TRAPERSTWO Zając szarak.

Uwaga! Ten artykuł przybliża metody polowania i umiejętności, które można wykorzystać w razie zagrożenia życia. Ich użycie w każdej innej sytuacji jest niezgodne z prawem polskim.

Zając szarak ssak należący do rodziny zającowatych: Lagomorpha (od greckiego lagos - zając i morphe - kształt). Nie są gryzoniami. W przeciwieństwie do gryzoni, które mają tylko jedną parę siekaczy w szczęce, zające mają dwie pary siekaczy - druga jest całkowicie zakryta przez pierwszą, znacznie większą. Długość ciała do 75 cm, wysokość około 30 cm, waga do 6 kg. Uszy (słuchy), długie nogi (skoki), mocne, tylnie wydłużone i wąskie, przystosowane do szybkiego biegu na otwartych terenach i po twardym gruncie. Zwierzę wybitnie stepowe. Ubarwienie szaro-brązowe upodabniające do podłoża, zimą futro jest jaśniejsze 

Zając jest roślinożerny. Od wiosny do jesieni żywi się głównie zielonymi roślinami. W okresie zimowym w skład jego diety wchodzą korzonki, kora drzew i krzewów. W tym właśnie okresie najłatwiej zająca wytropić. Owe zwierzę lubi miejsca porośnięte przez żarnowiec. Wodę pije bardzo rzadko. Wystarcza mu wilgoć z pokarmu.

O świcie, po całej nocy poszukiwania pożywienia, zając wraca do swej kotliny. Spędza tam całe dnie na odpoczynku, trawieniu. W tym czasie poddaje się toalecie: pociera policzki, uszy, a następnie cały tułów łapkami. W ten sposób rozprowadza po sierści wydzielinę gruczołów zapachowych, które znajdują się w spojeniach jego warg. Zapach ten jest specyficzny dla każdego zająca.

Samica w ciągu roku wydaje na świat do trzech miotów, w każdym od 2 do 5 młodych . Może żyć do 13 lat ale tak stare osobniki należą do rzadkości. Jest pospolitym zwierzęciem lecz jego populacja ciągle spada. Wpływ na to, ma w dużej mierze działalność człowieka: intensywne zmechanizowane rolnictwo, likwidacja zagajników śródpolnych, puszczane luzem psów, koty niszczące całe mioty oraz duża populacja lisów. 

Na zające poluje się w okresie jesienno-zimowym, kiedy młode z jesiennego wykotu są już dostatecznie wyrośnięte, a nie nadszedł jeszcze okres parkotów. 

Na zające poluje się tylko zbiorowo - pędzeniami. Naczelna Rada Łowiecka może zezwalać na polowanie w kotły lub ławą. Polowanie na pomyka, z podjazdu, na zasiadkę oraz z psami gończymi i chartami jest niedozwolone. 

Do zająca strzela się tylko śrutem o średnicy 3,50 ("2") - 3,75 mm ("l") i na odległość nie dalszą niż 50 kroków (40 m). Do zająca defilującego w odległości 50 kroków strzela się, zakładając (wyprzedzając) około l m. Do zająca uciekającego należy strzelać mierząc w słuchy, do idącego zaś na sztych (na myśliwego) - tuż przed przednie skoki.

Literatura:


Adrian Zamachowski

wtorek, 8 listopada 2016

ETNOBOTANIKA I ZIOŁOWA KOSMETYKA. Ziołowa regeneracja po treningu.


W dawnych czasach hart ducha był podstawowym warunkiem przetrwania. Polowanie czy bitwa wymagały od naszych słowiańskich przodków nie lada wytrzymałości. Obecnie by zachować dobrą kondycję fizyczną uprawiamy różnorodne sporty i inne aktywności. Nie każdy jednak zdaje sobie sprawę, że regeneracja organizmu po treningu jest równie ważna, co odpowiednie do niego przygotowanie. Mięśnie potrzebują wtedy odpoczynku, a cały organizm chwili przerwy po wyczerpujących ćwiczeniach. W tym celu mogą okazać się pomocne znane i lubiane zioła. Możemy je zebrać samodzielnie lub zakupić w aptece czy sklepie zielarskim i przygotować z nich leczniczą miksturę lub też rozluźniającą mięśnie kąpiel.
Istnieją rośliny, które pozytywnie wpływają na układ nerwowy, ukojenie nerwów oraz poprawę samopoczucia. Picie naparu lub kąpiele z ich udziałem skutecznie odprężają i pozwalają na rozluźnienie mięśni. Dzięki nim organizm odpocznie i nabierze sił do działania. Rośliny te załagodzą
także bóle czy pomogą w eliminowaniu stresu.

Oto lista ziół, po które możemy sięgnąć podejmując się regularnej aktywności fizycznej:
– wzmacnianie organizmu: kminek zwyczajny, liście poziomki, babka lancetowata, liście mniszka lekarskiego, macierzanka, kwiat nagietka, dziewanna, liście jeżyny, czystek. Stosowanie zarówno zewnętrznie (kąpiele), jak i wewnętrznie (herbatki);).
– wzmacnianie odporności: nasiona marchwi, ziele dziurawca, nawłoć, wiesiołek;
– wzmacnianie serca i układu krążenia: kwiat i owoc głogu, liście poziomki, owoc jarzębiny, liście czarnej porzeczki, czystek, ziele krwawnika pospolitego, ziele dziurawca, kwiat bzu czarnego;.
– poprawa przemiany materii i trawienia: pokrzywa, owoce anyżu, ziele krwawnika pospolitego, liście poziomki, babka lancetowata;.
– detoksykacja organizmu, usuwanie toksyn: liście poziomki, ziele krwawnika pospolitego, ziele dziurawca, mniszek lekarski.

           
Po wyczerpującym wysiłku najlepiej wziąć ciepły prysznic lub kąpiel, aby zwiększyć ukrwienie mięśni, co przyspieszy proces gojenia naderwanych miofibryli budujących tkankę mięśni. Bóle mięśni i bóle stawów ukoi kąpiel ziołowa. Ciepły prysznic lub kąpiel należy zakończyć chłodnym (nie zimnym) prysznicem trwającym nie dłużej niż 15–20 sekund. Oto zioła, po które warto sięgnąć w trakcie takiej kąpieli po treningu:
bylica pospolita i bylica piołun – tonizuje skórę, działa łagodząco i relaksująco, jest przydatna zwłaszcza jeśli bolą nas mięśnie po intensywnym treningu;
– kąpiel z igłami sosny, świerka czy jodły pomaga wyeliminować ból głowy, bóle mięśniowe, nerwobóle;
imbir – świeży imbir wspomaga dobre ukrwienie tkanek, redukuje ból po treningu, działa przeciwzapalnie i przyczynia się do lepszej ruchliwości kończyn.

Kuracja imbirowa
Na 10 dni przed planowanym intensywnym treningiem rozpocząć codzienne przyjmowanie do 2 g świeżego imbiru – można zaparzyć go, aby nie piekł mocno lub zetrzeć na tarce i zmieszać z sokiem z pomarańczy lub grejpfruta.

lawenda regularne masaże z użyciem olejku lawendowego łagodzą bóle mięśni, stawów, bóle reumatyczne, napięcie mięśniowe, a także bóle pleców, kilka kropel olejku dodane do wanny zdziała cuda po treningu;,
rozmaryn –- kąpiel z rozmarynem silnie pobudza krążenie krwi, koi bóle mięśni, jest stosowana w stanach wyczerpania fizycznego i emocjonalnego.

Kąpiel z olejkiem z rozmarynu

10 kropli olejku z rozmarynu
20 ml oliwy
150 ml tłustego mleka lub śmietany

Olejek z rozmarynu i oliwę rozpuścić w tłustym mleku lub śmietanie (wtedy oleje równomiernie zmieszają się z wodą), dodać do ciepłej wody w wannie (38°C–39°C) i dokładnie wymieszać. Zanurzyć się po szyję na 15–20 minut. Starać się rozluźnić mięśnie. Podobnie można stosować kąpiel nóg po wyczerpującym biegu.

Domowy sposób na bóle mięśni po treningu to wcierka z ziołowych nalewek alkoholowych w skórę w celu rozgrzania obolałego miejsca i pobudzenia krążenia. Nalewki warto przygotować na 3–4 tygodnie przed rozpoczęciem intensywnych treningów. Gotowe już i przefiltrowane nalewki ziołowe najlepiej przelać do butelki z ciemnego szkła, szczelnie zamknąć i przechowywać w lodówce lub zamkniętej szafce w kuchni.


Domowa nalewka pieprzowa

0,5 l wódki
20 ziaren czarnego pieprzu

Całe ziarna zalać wódką, zamknąć szczelnie butelkę i odstawić na 2 tygodnie.
Nalewkę wcierać w bolące stopy, dłonie, mięśnie klatki piersiowej i karku, następnie położyć się i przykryć ciepłą kołdrą i kocem. Wcierać nie dłużej niż przez 2 tygodnie. Zastosowanie: bóle mięśni, bóle stawów, reumatyzm.


Domowa nalewka sosnowa

2 dag suchych igieł sosny
100 ml alkoholu 70% (czystą wódkę żytnią zmieszać ze spirytusem)


Igły zalać w niskim słoiku alkoholem, słoik dokładnie zamknąć. Postawić w ciemnym i ciepłym miejscu, np. w szafce kuchennej na 3–4 tygodnie. Przecedzić. Nalewkę wcierać 3–4 razy dziennie. Zastosowanie: bóle mięśni.
Karina Rudzka
Zielarski kącik Kari: https://web.facebook.com/ZielarskikacikKari/?fref=ts 

czwartek, 3 listopada 2016

GODNE UWAGI Mead Ladies

Wariaci są wśród nas. To takie moje powiedzonko, którym określam ludzi pełnych pasji. Ludzi, których spotykam na mojej drodze ku „zieloności”. Z teamu Mead Ladies osobiście poznałam Kaję Nowakowską. Nasze rozmowy są rozbudowane i bardzo często nie zrozumiałe przez zwykłych śmiertelników. Bo któż zrozumiałby zachwyt nad wędzoną herbatą ? Lub walorach smakowych popiołu ? Z pasją eksperymentuje w kuchni i zaraża nią innych. Na warsztatach i pokazach z chęcią dzieli się swoją wiedzą. Liczę, że powstanie z tego niezła książka. Gdy spotykam takie osoby jak Kaja na swojej drodze od razu pojawiają się w mojej głowie pomysły na warsztaty. I fajnie wiedzieć, że nie jest się jedynym Wariatem kulinarnym.
Tak, tak mowa o Mead Ladies, czyli o Kai Nowakowskiej i Gosi Ruszkowskiej. Z pasją uczą o dzikich roślinach jadalnych i leczniczych a przede wszystkim o  fermentacji. Hodują scoby, robią octy, nastawiają nalewki i kiszonki. Czarują  na spacerach botanicznych informacjami o ciekawych roślinach, które potem przetwarzają w kuchni.  I uprzedzam ! Gotują smacznie ;)
Można je spotkać 14.11.2016 w Food Lab Studio gdzie poprowadzą warsztaty pt: SMAKOSZ ZAWODOWY, FERMENTACJA I KISZONKI Z MEAD LADIES. Wprowadzą każdego  w arkana sztuki laktofermentacji – pokażą, jak można z nią eksperymentować, czerpać z jej dobrodziejstw i wykorzystać jej produkty. W trakcie warsztatów nauczycie się między innymi, jak zrobić probiotyczny ostry i bardzo jesienny sos. Dowiecie się, jak dodać charakteru zwykłej kiszonej kapuście za sprawą sezonowych surowców i przede wszystkim jak zrobić ją najlepiej oraz co nietypowego z niej wyczarować. Uczestnicy przygotują też kimchi z dzikim sezonowym akcentem. Będzie sporo teorii i nowych wiadomości, masa smaków i aromatów oraz mnóstwo dobrej zabawy i jedzenia. I tak jak W Miejskiej Kniei każdy uczestnik zabierzecie też coś do domu. Dlatego warto zabrać ze sobą kilka słoików.
Jeżeli ktoś lubi przygody to Mead Ladies poprowadzi fantastyczne zajęcia w Lechnicy. 11-13 listopada. Zapraszają na jesienny warsztat, gdzie  przypomną tradycyjne techniki przetwórcze, metody zbierania i przechowywania ziół, owoców i grzybów. Zobrazują co, gdzie i jak zbierać w górach, czyli etnobotanika Karpat w praktyce. To 3 dni nauki od  tradycyjnych sposobów przetwarzania owoców i ziół, maceratów, fermentacji octowych do karpackich technik suszenia i wędzenia, aż po tradycyjne metody przechowywania żywności w zimie i lecie.

Katarzyna Miłochna Mikulska


LEŚNA PASJA Sylwoterapia.

Czy wiesz, że spacerując po lesie poddajesz się sylwoterapii , czyli leczeniu za pomocą przebywania wśród drzew? Sylwoterapia ( łac. silvestris znaczy „leśny”) inaczej zwana drzewolecznictwem polega na pobudzaniu organizmu do samoleczenia poprzez przebywanie w obecności drzew i krzewów. Przykładowo, jeśli położysz się pod dębem poczujesz przypływ energii, poprawi się Twoja koncentracja i odporność na stres. Sosna z kolei ułatwi oddychanie chorym na katar i uspokoi skołatane nerwy. Lipa może polepszyć nastrój osób smutnych, a przytulanie się do brzozy relaksuje ciało i umysł. Brzmi niewiarygodnie? 

Jedno jest pewne: oddziaływanie drzew i krzewów na ludzkie zdrowie jest różnorodne i wielopłaszczyznowe. Przejawia się ono przede wszystkim przez natlenianie atmosfery w ekosystemie leśnym, zwiększanie wilgotności powietrza, wydzielanie fitoncydów- lotnych związków eterycznych i aromatycznych, ujemną jonizację powietrza, oddziaływanie estetyczne, dostarczanie cienia, owoców oraz rozmaitych surowców farmakologicznych bogatych w substancje czynne. Drzewa wydzielają fitoncydy, które powodują, że w powietrzu leśnym jest o połowę mniej bakterii niż w mieście. Badania Japończyków pod koniec lat 90. udowodniły, że nawet krótkotrwałe przebywanie w
lesie powoduje spadek hormonu stresu. Spacer po lesie wzmacnia układ odpornościowy. Oprócz tego pobudza organizm do odbudowy. To wszystko daje nam las podczas każdego spaceru. Takie działanie na organizm uzależnione jest od rodzaju lasu. Spacer po borach sosnowych powoduje obniżenie ciśnienia, wzmacnia odporność i działa uspokajająco. Natomiast, jeśli chcemy wspomóc koncentrację i poprawić nastrój powinniśmy się wybrać na spacer po liściastych grądach. 

Coraz szerzej stosuje się terapię osób uzależnionych w leśnych ośrodkach za pomocą różnorodnych programów. W wielu krajach drzewoterapia jest wykorzystywana przy autyzmie, depresji, niepełnosprawności i leczeniu zaburzeń związanych ze starzeniem się organizmu. Drzewoterapia z powodzeniem może rozwijać się w naszym bogatym w lasy kraju. Nasi leśnicy mają pomysły, jak z lasów uczynić atrakcje prozdrowotne nie tylko dla krajowych turystów, pensjonariuszy, ośrodków leczniczych i opiekuńczych, ale też dla obcokrajowców. W Krakowie powstał nawet specjalny program pod tytułem „Lasy dla życia". Ten dotyczący rekreacji i rehabilitacji osób niepełnosprawnych projekt realizowany jest przez fundację Forum Rozwoju Inicjatyw Lokalnych w Krakowie- więcej informacji znajdziecie na stronie: http://lasydlazycia.info/

Kochani korzystajmy z dobrodziejstw naszych lasów- ta darmowa i naturalna terapia dla nas i naszych rodzin, potrafi zdziałać cuda.


Karina Rudzka
Zielarski kącik Kari: 

wtorek, 1 listopada 2016

PERMAKULTURA Drzewo.

Drzewa są bez wątpienia jednymi z najważniejszych roślin na naszej planecie. To one w największym stopniu przekształcają energię słońca na energię dostępną dla nas w postaci pożywienia i surowców. Drzewa produkują ogromną ilość biomasy, moderują klimat i chronią przed wiatrem. Pompują ogromne ilości wody, którą następnie oddają do atmosfery, aktywnie przyczyniając się do powstawania chmur i występowania opadów.
Projektanci permakultury wykorzystują drzewa niemal we wszystkich systemach – żadne inne rośliny nie zapewniają tak korzystnej proporcji nakładów do zysków. Drzewa, jako organizmy długowieczne, bardzo często służą nie tylko projektantowi i jego pokoleniu, ale i wielu następnym generacjom.
Jesień to najlepszy czas na sadzenie drzew i do tego chciałbym Cię dziś zachęcić – posadź choćby jedno drzewo tej jesieni. Wybierz takie, które będzie spełniać wiele funkcji – dawać cień, chronić przed wiatrem, dostarczać produktów do zastosowania w kuchni, ziołolecznictwie, rzemiośle, sztuce czy innych dziedzinach, które Cię pasjonują, oraz ściągnie na Twoją działkę ptaki, owady i inne zwierzęta. Wybór gatunków jest ogromny.
Posadź drzewo w sposób permakulturowy – nie kop okrągłego dołka, gdyż wtedy korzenie mają tendencję do wzrostu w koło. Wykop dołek na planie kwadratu – korzenie dojdą wtedy do rogów i zaczną wrastać w glebę.  Aby im to ułatwić, rozluźnij ściany dołka widłami. Rozmiar dołka dostosuj do rozmiarów korzeni, rozkładając je bardziej na boki niż w głąb dołka.
Wierzchnią warstwę gleby i tę głębszą odkładaj na osobne kupki – najlepiej na karton lub plandekę.
Umieść korzenie drzewka w wodzie na dwie godziny przed sadzeniem. Napełnij dołek wodą i poczekaj aż wsiąknie. Ponownie napełnij dołek wodą i gdy jej poziom opadnie do połowy, przystąp do sadzenia.
Umieść drzewko w dołku na taką głębokość, na jakiej rosło w szkółce lub w donicy. Jeżeli drzewko jest szczepione, miejsce szczepienia musi znajdować się nad ziemią. Pęd główny powinien być zwrócony do wiatru, a miejsce szczepienia znajdować się za wiatrem. Zasyp dołek glebą pobraną z głębszych warstw, mieszając z resztkami wody tak, aby w glebie nie pozostało powietrze. Postaraj się, aby wszystkie korzenie skierowane były na zewnątrz. Następnie dosyp wierzchnią warstwę gleby, a jeśli była porośnięta trawą, ułóż ją trawą do dołu. Podlej raz jeszcze i ugnieć lekko wokół pnia.
Przestrzeń wokół dołka pokryj cienką warstwą dodatków doglebowych (najlepiej kompostu z dodatkiem pyłu skalnego (mączki granitowej lub bazaltowej), bo tak jak w naturze las zasilają opadłe na glebę liście i ściółka, tak Twoje drzewko będzie zasilane tym, co znajduje się na powierzchni, a nie w dołku.
Przykryj obszar wokół dołka mokrą tekturą lub gazetami tak, aby drzewko otaczał krąg o średnicy około 1 metra. Na koniec utwórz wokół drzewka pierścień ze ściółki, najlepiej ze zrębki.  W tym kręgu możesz posadzić kilka roślin towarzyszących lub ochronnych – wiążących azot z powietrza, dostarczających przyszłej ściółki, okrywowych, odstraszających szkodniki czy gryzonie.
Bill Mollison, twórca permakultury, poświęcił drzewom i ich energetycznym transakcjom cały rozdział w swoim podręczniku projektowania permakulturowego, będącym do dziś niedoścignionym źródłem wiedzy dla projektantów. Bill odszedł od nas 24 września 2016 roku, a jego ostatnim życzeniem było, aby każdy, komu bliska jest permakultura i jego pamięć, posadził drzewo, najlepiej owocowe.
Jeżeli tej jesieni posadzisz drzewo, i przy tej okazji wspomnisz Billa, możesz podzielić się ze społecznością permakulturową zdjęciem swojego drzewa, na przykład w mediach społecznościowych.
Serdecznie namawiam, aby zrobić to na Facebooku, na swojej stronie, lub na stronie Permisie.

Wojciech Górny


poniedziałek, 24 października 2016

FIKU MIKU czyli kreatywne zabawy z dziećmi. Recyklingowa zabawka - Żółw.

WSPOMNIENIE WAKACJI
Wakacje się skończyły. Niektórzy spędzili je w domu, inni wyjechali w góry, nad morze czy ukochane jezioro. Każdy mógł cieszyć się z ciepłych dni, letniego deszczu czy wakacyjnych beztroskich zabaw.
Proponuję zrobić wraz z dzieckiem morskie zwierzątko, które przypomni nam ciepłe dni, gdy za oknem pada deszcz, a przyroda szykuje się na przywitanie jesieni.

                                    RECYKLINGOWA ZABAWKA
                                                          ŻÓŁW

POTRZEBNE MATERIAŁY
­­­– butelka plastikowa (mała lub duża)
– mały sztywny karton
– taśma klejąca
– plastelina
– stare gazety, bibuła lub papier kolorowy
– mazak lub kredka

 
WYKONANIE
Z butelki plastikowej wycinamy dno – to będzie skorupa naszego żółwia. Następnie odrysowujemy jej kształt na kartonie. Musimy pamiętać o tym, aby narysować także cztery łapki, głowę i ogonek. Całość wycinamy. Skorupę żółwia możemy wypełnić na przykład bibułą lub gazetą i przymocować za pomocą taśmy klejącej do nóg naszego „zwierzaka”. Skorupę można także ozdobić plasteliną lub małymi naklejkami. Oczy malujemy mazakiem lub kredką.

Marzena Kaczmarek


wtorek, 18 października 2016

LITERA PRAWA O losie psów i koni w lesie słów kilka.


Pies w lesie nie ma łatwo. Według przepisów polskiego prawa nie może być tam puszczany luzem. Mówi o tym wprost Ustawa o Lasach z dnia 28 września 1991 r. (Dz. U. 91.101.444), art. 30 ust. 13: „W lasach zabrania się: (…) puszczania psów luzem”. Za puszczenie psa bez smyczy w lesie grozi mandat, ponieważ według kodeksu jest to  wykroczenie: „Kto w lesie puszcza luzem psa, poza czynnościami związanymi z polowaniem, podlega karze grzywny albo karze nagany”. Nie ma tu najmniejszego znaczenia, czy pies jest grzeczny, dobrze wychowany czy posłuszny. Las jest pełen nowych kuszących zapachów i nawet ten osobnik, który w domu jest typowym kanapowcem, w lesie może poczuć instynkt łowcy. Wtedy nie pomogą wołania, pies będzie gonił swoją ofiarę do utraty sił. Zakaz puszczania psów ma więc na celu ochronę życia zwierząt leśnych, nie tylko tych łownych.  Co więcej, do niektórych lasów pies po prostu nie ma wstępu. Zazwyczaj chodzi tutaj o parki narodowe, które regulują takie kwestie w swoim własnym zakresie – przed wyjazdem warto zapoznać się z ich regulaminem, aby potem nie dostać mandatu.
A co z lasami prywatnymi? Ustawa nie przyznaje ulg w tym zakresie właścicielom lasów. A zatem wykroczenia dopuszcza się także właściciel lasu, który w swoim lesie puszcza psa!!! Uzasadnieniem takiego działania może być fakt, iż właściciel lasu nie jest właścicielem zwierząt leśnych (wg Prawa łowieckiego art.2: „Zwierzęta łowne stanowią własność Skarbu Państwa”). Jeśli właściciel psa wypuszcza go na noc do lasu, aby „sam się pożywił” odpowiada za przestępstwo z art. 53 pkt. 6 Prawa łowieckiego: „Kto: (…) nie będąc uprawnionym do polowania wchodzi w posiadanie zwierzyny – podlega karze pozbawienia wolności do lat 5”.
Popatrzmy jednak na całą sprawę z innej strony. Na czworonoga w lesie czekają rozmaite zagrożenia. Jednym z tych zagrożeń jest człowiek, czasem nawet uzbrojony w broń palną. Z drugiej strony psy mogą wpaść w sidła i pułapki na zwierzynę zastawiane przez kłusowników. Warto pamiętać również m.in. o szczepionkach przeciw wściekliźnie. Są one zostawiane dla lisów, jednak pies nierzadko również się nimi zainteresuje – mogą mu poważnie zaszkodzić. Zazwyczaj są wystawiane komunikaty o rozrzuceniu szczepionek, jednakże czasami możemy ich nie zauważyć. Ogromnym zagrożeniem jest dla psa także atak dzikiego zwierzęcia, samicy dzika (lochy) z młodymi (warchlakami), która nie zawaha się w obronie potomstwa poturbować czworonoga. Warto wiec zastanowić się, czy warto ryzykować?
Zastanówmy się jeszcze przez chwilę jak sprawa ma się z koniem w lesie. Ustawa o lasach art. 29 ust. 1a: „Jazda konna w lesie dopuszczalna jest tylko drogami leśnymi wyznaczonymi przez nadleśniczego. Co bowiem oznacza termin „droga leśna”? Zgodnie z treścią art. 6 ust. 1 pkt 8) ustawy o lasach drogi leśne, to „drogi położone w lasach niebędące drogami publicznymi w rozumieniu przepisów o drogach publicznych”. Po lesie jeździć więc można tylko drogami leśnymi wyznaczonymi przez nadleśniczego, a to znaczy również, że niedopuszczalna jest jazda poza nimi, czyli np. między drzewami. Oczywiście właściciel lasu po swoim terenie może jeździć, gdzie mu się podoba. A jak to jest z jazdą po pozostałych lasach? Właściciel, jeżeli jest nim osoba prywatna, może zakazać jakiegokolwiek wstępu na swój grunt. Podsumowując poruszać się konno możemy po: drogach publicznych w lesie, drogach wyznaczonych przez nadleśniczego, drogach oznaczonych
drogowskazem dopuszczającym ruch konny po tej drodze.

Jak widać sprawa zwierząt w lesie wcale nie jest łatwa i jednoznaczna w interpretacji. Ważne, by przestrzegając prawa, dbać przede wszystkim o dobro i bezpieczeństwo nasze i naszych czworonożnych podopiecznych.

Karina Rudzka
Link do strony Zielarski Kącik Kari:                    https://web.facebook.com/ZielarskikacikKari/?fref=ts

środa, 14 września 2016

LEŚNA PASJA. Ze szklanej dżungli do serca lasu, czyli dlaczego pracownicy korporacji pokochali survival.

Pracownicy korporacji nie mają lekko: spędzają wiele godzin w zamkniętym klimatyzowanym biurze, godzinami patrzą w ekran, siedzą w nienaturalnej pozycji, są zestresowani. Wszystko to powoduje, że z czasem tęsknota za naturą staje się coraz silniejsza i owocuje potrzebą, wyruszenia na łono natury. Z początku jest ona tłamszona, bo przecież są deadline’y. Wciąż jednak przybiera na sile i prowadzi do coraz bardziej odważnych spotkań z naturą. Dla niektórych będzie to wyprawa z rodziną na rowery, piknik w parku, a dla innych wyjazdy survivalowe. Taka forma spędzania wolnego czasu daje możliwość poczucia jedności z naturą. Własnoręczne rozpalanie ogniska bez zapałek czy dzika kuchnia stają się ostatnio coraz bardziej popularne.
Płacimy wysoką cenę za modernizację naszego środowiska, nauczyliśmy się już żyć w sztywnych ramach od 8 do 16, ale w środku każdego z nas drzemie człowiek, który łaknie natury, spotkania z nią, udowodnienia sobie, że poradziłby sobie, gdyby zabrakło wszystkich udogodnień, do których przywykliśmy.
Niektórzy traktują wyjazdy survivalowe, jako odskocznię od codzienności. Dla wielu jednak stają się one istotną częścią życia. Na wyjazdach można wykazać  się swoją sprawnością fizyczną, pomysłowością czy opanowaniem w sytuacjach kryzysowych. Na takich wyjazdach nie ma taryfy ulgowej, trzeba dać z siebie wszystko, pokonać wiele własnych barier. Jednak poczucie, że dało się radę, ładuje pozytywną energią na długie miesiące.
Co dzieje się na takim wyjeździe? Pierwsze skojarzenia to rozpalanie ogniska czy rozkładanie namiotu. I tu już zaczynają się pierwsze schody. Co zrobić, gdy nie ma namiotu? Ani czym rozpalić ogniska? Jak sobie poradzić w zupełnej dziczy bez jedzenia czy wody?
Sztuka survivalu to odpowiedź na sytuacja ekstremalne, w których każdy z nas może się przypadkiem znaleźć. Jeśli ulegniesz wypadkowi w górach, wiedza jak powiadomić służby o swojej pozycji, a także jak przetrwać noc bez odpowiedniego ekwipunku może uratować życie.
Wyjazdy survivalowe maja różne stopnie trudności. Te podstawowe są często wybierane przez firmy na wyjazdy integracyjne, mało rzeczy tak łączy ludzi jak wspólna przygoda :). Zabawa w survival nie jest przecież zarezerwowana tylko dla mężczyzn, wiele kobiet również chętnie przetestuje swoje możliwości.
Dla zapaleńców i praktyków są organizowane wyjazdy specjalistyczne, na których wymagana jest już duża wiedza, zaczynają się one od teorii, na praktyce w leśnej dziczy kończąc, często łączą się one ze strzelnica lub samodzielnym poszukiwaniem jedzenia.  
 Dużą popularnością cieszą się również warsztaty z dzikiej kuchni, na których uczestnicy uczą się robić placki z pokrzywy lub innych roślin. Odkrywają, jakie zioła, uważane przez większość ludzi za chwasty, są jadalne, które leczą i w jaki sposób je wykorzystać. Ta wiedza staje się bardzo cenna, zwłaszcza w czasach, gdy żywność jest faszerowana chemią, a na każdy rodzaj bólu czy kaszlu mamy tabletkę. Samodzielne zebranie i przygotowanie żywności daje uczestnikom dużą satysfakcję. Ziołolecznictwo również wraca do łask. Warto wiedzieć, że zamiast kolejnego ibupromu wystarczy wypić herbatę z czarnego bzu, a na ból brzucha pomaga mięta.

Natura daje nam ogromne możliwości. Zapomnieliśmy już o tym, ponieważ wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. Czasem jednak warto się trochę zmęczyć, poczuć wiatr we włosach, przespać się we własnoręcznie zbudowanym szałasie i napić rano ziołowej herbaty. Poczuć trochę bardziej, że się żyje, że ma się mięśnie, których istnienia nawet się nie podejrzewało. Bo może warto zadać sobie pytanie, siedząc w biurze kolejną godzinę, przy zasłoniętych oknach (bo przecież słońce świeci w monitor) czy to jest życie? Czy nie warto chociaż w weekend pojechać do lasu i przez tą jedną chwilę zapomnieć o wszystkim i po prostu poczuć, że jesteśmy częścią natury. 

Katarzyna Zapała Stobiecka

środa, 10 sierpnia 2016

ETNOBOTANIKA I ZIOŁOWA KOSMETYKA. Ziołowa moc pielęgnacji włosów.

Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak ogromną rolę w kulturze ludowej Słowian odgrywały włosy. Dawniej dziewczęta nosiły długie warkocze i rozpuszczały je tylko obecności męża. Nie bez znaczenia jest także fakt, że kiedyś włosów danej osoby mógł dotknąć tylko ktoś bardzo jej bliski. Wierzono, że włosy jak każda inna część ciała, stanowią odbicie siły witalnej człowieka. W mniemaniu naszych przodków zaplecenie włosów w warkocz chroniło od wpływu zła i ciemnych sił.

Dosyć powszechnym problemem wieków średnich była przypadłość natury higienicznej jaką był kołtun. Uważano, że powstaje samoistnie. Za sprawczynie tego nieszczęścia uważano przede wszystkim czarownice czy złośliwe istoty demoniczne, które licznie występowały zarówno w obejściu jak i samej chałupie. Zwyczajne wycięcie tej splątanej kępy włosów w świadomości naszych przodków było nadzwyczaj ryzykowne, ponieważ groziło ślepotą, głuchotą, pomieszaniem zmysłów, krwotokami, a nawet śmiercią od konwulsji.

Włosy odegrały także ogromną rolę w słowiańskiej obrzędowości. Postrzyżyny to obrzęd polegający na rytualnym obcięciu włosów, związany z wejściem młodego chłopca w dorosłość i nadaniem nowego imienia. Postrzyżyn dokonywano po ukończeniu 7-10 lat. Chłopiec do tego wieku pozostawał pod opieką matki i był traktowany jak dziecko. Po postrzyżynach przechodził pod opiekę ojca i zaczynał poznawać prace i ceremonie typowe dla mężczyzn. Zwyczaj postrzyżyn praktykowany jest do dzisiaj, jako swoisty symbol poddania się władzy. Postrzyżynom poddawani są szeregowi idący do wojska, co jest kontynuacją rycerskiej tradycji. W prawosławiu osoby wstępujące do zakonów poddają się postrzyżynom dokonywanym przez biskupa lub przełożonego klasztoru. Dziewczęta natomiast brały udział w zaplecinach. Strojono je w białe szaty – znak niewinności, dziewictwa i czystości. Starsze kobiety lub matka uroczyście zaplatały dziewczynkom warkocz, a głowę dekorowały wiankiem z ziół lub kwiatów. Od tej pory dziewczynka przestawała być dzieckiem, a stawała się panną, ucząc się u boku matki, będąc jej podporą i pomocą. Warkocz plecione podczas obrzędu zaplecin, symbolicznie rozplatano podczas zaślubin i oczepin, kiedy to rozplecione już włosy ścinano i wrzucano do wody, ognia, lub zakopywano w ziemi, a młoda mężatka otrzymywała czepiec.

Znane i lubiane zioła, które pospolicie spotykamy w czasie spacerów po łące lub w domowym ogródku mogą stanowić zbawienie dla naszych matowych i zniszczonych włosów. 

Mydlnica lekarska (Saponaria officinalis L.) jest gatunkiem dobrze znanym od wielu wieków ­– już nasi słowiańscy przodkowie używali odwarów z jej korzeni jako substytutu mydła. Odwar ten dzięki zawartości delikatnych detergentów roślinnych skutecznie oczyszcza ciało. Swoimi właściwiściami przewyższa tradycyjne mydło, gdyż nie zaburza pH skóry. Obecnie korzeń mydlnicy stosowany jest w kosmetyce do wytwarzania niektórych past do zębów, szamponów oraz maseczek. Przydatny okazuje się przy włosach przetłuszczających się (jako szampon lub płukanka), cienkich i rzadkich czy oklapniętych (jako płukanka), a także u osób z wrażliwą skórą głowy (jako szampon). Zawarte w mydlnicy naturalne saponiny miękko i delikatnie oczyszczają włosy, posiadają również właściwości odtłuszczające.

Kolejnym zbawiennym dla włosów ziołem jest pospolicie występujący na terenach

ruderalnych łopian (Arctium L.). Ekstrakt z korzenia łopianu odnawia osłabioną i uszkodzoną strukturę włosów, silnie odżywia i wzmacnia cebulki włosowe, stymuluje porost, hamuje wypadanie. Zapobiega też nadmiernemu przetłuszczaniu się skóry głowy i włosów, likwiduje łupież. Łopian łagodzi zaburzenia czynności skóry, odżywia ją, polepsza przemianę materii naskórka. Jest idealnym środkiem do pielęgnacji włosów zniszczonych przez częste farbowanie środkami chemicznymi lub trwałe ondulacje. Surowcem zielarskim do wyrobu kosmetyków pielęgnujących włosy jest korzeń łopianu. Korzeń wykopujemy jesienią, wysuszony przechowujemy w suchych miejscach, najlepiej w papierowej torbie. Można również nabyć w aptece gotowy, już rozdrobniony, korzeń łopianu (koszt ok. 2,50 zł).


SZAMPON MYDLNICA, ŁOPIAN, TATARAK


Składniki

mydlnica lekarska (korzeń)
łopian (korzeń) – hamuje wzrost bakterii i grzybów, wzmacnia cebulki włosów i zapobiega nadmiernemu ich wypadaniu
tatarak (kłącze) – hamuje łupież i łysienie, poprawia ukrwienie skóry głowy, pobudza porost włosów

Sposób przygotowania

Do garnka wsypać: 2 łyżki korzenia mydlnicy, 2 łyżki korzenia łopianu i 2 łyżki kłącza tataraku, zalać 2 szklankami wody i odstawić na około 30 minut do godziny. Po tym czasie wszystko gotować przez około 10-15 minut. Odwar przelać do wyparzonego słoika lub butelki. Przed każdym użyciem najlepiej wstrząsnąć szamponem, by się lepiej pienił.

A czy wiecie, jakie bogactwo skrywa wasz balkon lub przydomowy ogródek? Ekstrakt z pospolitego ogrodowego kwiatka – nasturcji (Tropaeolum L.) należy do bardzo ważnej grupy preparatów roślinnych zawierających siarkę, stosowanych do pielęgnacji skóry, włosów ze skłonnością do przetłuszczania się, hamujących łojotok, wzmacniających włosy oraz zapobiegających ich wypadaniu. Sok z liści wykazuje działanie przeciwświądowe. Napar z liści nasturcji poprawia strukturę włosów, odświeża je, sprawia, że lepiej się układają, są usztywnione.



NASTURCJOWA NALEWKA ZIOŁOWA NA WZMOCNIENIE WŁOSÓW

Kwiat i ziele nasturcji pociąć (ok. 20g), dosypać garść suszonej pokrzywy i zalać alkoholem 40% (ok. 100 ml). Macerat należy trzymać w cieple i co kilka dni należy nim potrząsać. Gotowy jest po ok. 2 tygodniach. Należy go wtedy przecedzić przez sitko, wlać do buteleczki z ciemnego szkła albo do słoika. 

Sposób stosowania

Macerat alkoholowy wcierać w skórę włosów wacikiem lub watą nawiniętą na np. ołówek. Przeczesywać włosy wykonując kolejne przedziałki na głowie i wcierać w te miejsca nalewkę. Zabieg najlepiej wykonywać wieczorem. Rano dnia następnego lub po 2-3 kolejnych dniach kuracji umyć włosy. Taka wcierka nie powoduje obciążenia i efektu przetłuszczenia włosów jak w przypadku ich olejowania.

W trakcie pielęgnacji włosów nie zapominajmy o rzepie. Jej sok świetnie działa na osłabione i wypadające włosy. Wzmacnia je i pobudza cebulki do szybszego wzrostu. Mniej popularnym sposobem odżywienia włosów jest wywar z liści rzepy, który działa przeciwłupieżowo, przeciwłojotokowo i wzmacniająco.

TONIK Z RZEPY NA WYPADAJĄCE WŁOSY

Rzepę zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Odcisnąć sok i wetrzeć go w skórę głowy – najlepiej na pół godziny przed myciem. Kuracja pomoże przy wypadaniu włosów.

Kochani, unikajmy drogeryjnych „ulepszonych” kosmetyków do pielęgnacji włosów – są one przepełnione szkodliwymi SLS-ami (Sodium Lauryl Sulfate) i PEG-ami (glikol polietylenowy). Zastąpmy je bezpiecznymi i skutecznymi kosmetykami domowej roboty na bazie ziół. Nasze włosy na pewno nam za to podziękują.

Karina Rudzka

W MIEJSKIEJ KNIEI - BLIŻEJ SIEBIE - BLIŻEJ DZIECKA. Survival Mania 2016. Figle na trawie.



Uwielbiam prowadzić zabawy dla dzieci w miejscu, gdzie zamiast ścian i podłogi, jest trawa, piasek, kamyki i krzaki. Naturalne odgłosy przyrody uspokajają, wyciszają, cudownie relaksują. Delikatne promienie słońca dodają siły i energii do działania, świeże powietrze oczyszcza i dotlenia organizm. 


Dzieci oraz dorośli podczas FIGLI NA TRAWIE na SURVIVAL MANII 2016 w GRABSKIM SIOLE zobaczyli, że trzeba tak niewiele, aby się świetnie bawić. Zabrałam ze sobą kartony, kredki, farbki do malowania twarzy, pojemniki po jajkach itp. Najmłodsi oraz Ci starsi doskonale wiedzieli, co robić. Puścili wodze fantazji i stworzyli przepiękne rzeczy. Motyle, samochody, to tylko niektóre wspaniałe recyklingowe dzieła jakie wyczarowali uczestnicy, dając śmieciom nowe życie. Były i bańki mydlane, które także i ja uwielbiam, zabawy ze „spadochronem” i wiele innych, do których posłużyło zwykłe błoto i patyki czy piłka zrobiona z gazety.


Marzena Kaczmarek

niedziela, 24 lipca 2016

PERMAKULTURA. Gotowanie na słońcu.


Jedną z podstawowych zasad projektowania permakulturowego jest gromadzenie i przechowywanie energii. A nic nie dostarcza jej więcej niż słońce. W nadchodzące ciepłe dni warto wykorzystać energię Słońca do gotowania, choćby i wody na herbatę.
Najprostsze kuchnie solarne można wykonać z odpadów opakowań tekturowych i folii aluminiowej, a do umieszczenia w kuchni produktów (czy wody), które chcemy gotować, potrzebny nam jeszcze będzie garnek – najlepiej czarny z pokrywką.
Z tektury wycinamy kliny (szczegółową instrukcję budowy znajdziesz TUTAJ), które złożą się na czaszę kuchni. Oklejamy je folią aluminiową i łączymy w dowolny sposób na przykład sklejając lub zszywając. Z cieniutkich drewnianych pałeczek lub drutu wykonujemy podstawkę pod garnek i nasza najprostsza kuchnia gotowa. Teraz wystarczy ustawić ją w stronę słońca, wstawić garnek i czekać, aż się nagrzeje. Z reguły przy ładnej pogodzie wystarczy 10 minut, aby temperatura wody przekroczyła 80˚C. Dalszy wzrost temperatury zależy od wielu czynników – intensywności promieniowania słonecznego, miejsca gotowania, kierunku i siły wiatru, i tym podobnych czynników. Temperatura wzrośnie też gwałtownie, jeśli przykryjemy kuchnię szybą, płytą z przezroczystego polipropylenu lub przezroczystą folią.
Kuchnia taka działa jak slow cooker”, czyli garnek do gotowania w temperaturach poniżej temperatury wrzenia wody, dzięki czemu w gotowanych produktach zachowuje się więcej witamin i innych pożytecznych związków chemicznych. Jeżeli więc nie spieszy się nam, możemy umieścić w garnku warzywa o 10 rano, aby były miękkie i gotowe do spożycia o godzinie 13. Oczywiście przy tak długim gotowaniu, co około pół godziny należy naszą kuchnię nakierowywać na słońce.
Istnieją oczywiście dużo bardziej wydajne typy kuchni solarnych, łącznie z takimi, w których można piec mięso i chleb, ale ta kuchnia, którą w tym artykule przedstawiam, może być wykonana przez każdego i niemal wszędzie, z materiałów pochodzących z recyclingu. Zamiast więc „odpalać” kilkusetwatowy czajnik elektryczny, miej cały czas gorącą wodę na swoim podwórku, we własnoręcznie wykonanej solarnej kuchence.


Wojciech Górny
Moja Ostoja Daleko Od Szosy: http://modosz.blogspot.com
Forum Permisie: http://permisie.pl/forum/

środa, 25 maja 2016

ETNOBOTANIKA I ZIOŁOWA KOSMETYKA. Zioła w walce z owadami, insektami i kleszczami.

Muchy, muszki i komary są zmorą niejednego ciepłego popołudnia i wieczoru. Zamiast przyjemnie spędzać czas na spacerze czy w ogrodzie, skupiamy się na odganianiu nieproszonych gości. Nie chodzi tylko o uporczywe bzyczenie i kąsanie – insekty te roznoszą także wiele niebezpiecznych dla zdrowia bakterii. Nie wszyscy wiedzą, że od muchy domowej zarazić się można salmonellą, czerwonką, durem brzusznym czy tyfusem. Jak z nimi walczyć? Na szczęście istnieje kilka skutecznych i naturalnych sposobów, by trzymały się z dala od nas i naszych domów.
Pierwszy z nich to hodowanie w ogrodzie, na balkonie lub w domu na parapecie intensywnie pachnących roślin, które prezentujemy poniżej. Inne przedstawione zioła zebrane i rozdrobnione posłużyć nam mogą do nacierania ciała lub ewentualnie ubrania. Można z nich także zrobić napar i nim spryskiwać siebie lub pomieszczenie. Na świeżym powietrzu przy grillu czy ognisku do gasnącego paleniska dodać możemy kilka gałązek np. tymianku, rozmarynu, lawendy o intensywnym zapachu, tak by powoli się tliły. Dym z ziół stanowić będzie naturalny odstraszacz niechcianych owadów. A oto kilku zielonych sprzymierzeńców człowieka w walce z insektami:

Bodziszek (Geranium L.) – to rodzaj bylin o aromatycznych liściach, kwitnących w zależności od gatunku na fioletowo, niebiesko czy różowo. Bodziszki to rośliny trwałe, łatwe w uprawie i pielęgnacji, mogą rosnąć zarówno w miejscach nasłonecznionych, jak i półcienistych, dobrze znoszą suszę. Jednym z najpospolitszych gatunków bodziszka dziko występujących w Polsce jest bodziszek cuchnący (Geranium robertianu L.). Rośnie w lasach jesionowych, olchowych i wiązowych, także w zaroślach i na obrzeżach lasów. Przetarte liście geranium wydzielają bardzo intensywny, nieprzyjemny zapach, który skutecznie odstrasza komary, muszki i inne podobne owady. Wystarczy sporządzić nalewkę według przepisu poniżej i spryskać nią ciało.

NALEWKA Z GERANIUM
10 łyżek świeżych listków geranium
½ litra wódki

Listki drobno pokroić tak, aby stracić jak najmniej soku. Umieścić je w ciemnej butelce lub słoiku. Zalać wódką. Odstawić na 10 dni. Codziennie wstrząsać. Po tym czasie nalewka już jest gotowa do użycia. Wlewamy nalewkę do spryskiwacza i skrapiamy nią ciało.

Lawenda (Lavandula L.) – bylina uprawiana jako roślina ozdobna oraz zielarska. Tworzy sztywne, wzniesione pędy pokryte szarym kutnerem, z wiekiem drewniejące w dolnej części. Lancetowate liście i fioletowe kwiaty są silnie aromatyczne dzięki gruczołom z olejkiem. Woń, jaką wydaje kwiat, utrzymuje się przez parę miesięcy, nawet wtedy, kiedy lawenda uschnie. Lawenda odstrasza skutecznie mole, muchy, komary oraz ślimaki i mrówki.

Bylica pospolita (Artemisia vulgaris L.) bylina pospolicie porastająca siedliska ruderalne- przydroża, zarośla i nasypy. W stanie dzikim osiąga wysokość nawet do 240 cm wysokości i ma silnie rozgałęzioną łodygę. Surowiec zielarski, którym jest ziele bylicy, należy do surowców goryczowo-aromatycznych. Oznacza to, że zawiera zarówno związki goryczkowe jak i olejek eteryczny (m.in. azulen, tujon, tujol). Dzięki nim roślina charakteryzuje się intensywnym korzennym zapachem, którego unikają natarczywe owady.

Trochę historii :)

Dawniej na wsiach wkładano bylicę do psiej budy, gdyż odstraszała pchły. Wieszano ją też w oborach i stajniach – unikały jej muchy i gzy. Wywarem z bylicy pryskano bydło, by uchronić je od bolesnych ukąszeń gzów.

BYLICOWY ŚRODEK PRZECIW KOMAROM, GZOM I MUSZKOM

Zerwij szczyty pędu bylicy pospolitej. Zebrany surowiec zagotuj w wodzie. Do jednolitrowego garnka włóż tyle szczytów, ile się zmieści, zalej wrzącą wodą, 3 minuty pogotuj na małym gazie, na 15 minut przykryj pokrywką. Przecedź napar, dolej 1 część spirytusu lub wódki na 10 części wywaru i wlej do spryskiwacza.

Preparat nadaje się do stosowania również dla dzieci. Przechowuj w lodówce.

Wrotycz pospolity (Tanacetum vulgare L.) – bylina pospolicie występująca przy drogach i na miedzach. Rozrasta się w duże kępy przy pomocy krótkich kłączy. Pomarańczowożółte kwiaty składają się ze spłaszczonych „guzikowatych” koszyczków zebranych w podbaldachy. Cała roślina wydziela silną woń, przypominającą nieco zapach kamfory. Zapach ten skutecznie odstrasza owady: muchy, mrówki, mole, a także komary i kleszcze. Odwar z ziela nadaje się do ekologicznego zwalczania stonki ziemniaczanej i mszyc. Możemy także uprawiać wrotycz na balkonie lub w ogrodzie. Roślina jest bardzo łatwa w uprawie oraz mrozoodporna. Nie posiada żadnych specjalnych wymagań, ale preferuje miejsca raczej słoneczne, suchą, przepuszczalną glebę. Spokój od komarów i innych natrętnych owadów zapewniony J.

Bazylia pospolita (Ocimum basilicum L.) – aromatyczna roślina przyprawowa, której zapach skutecznie odstrasza komary. Bazylię można sadzić w gruncie albo w donicach ustawianych w ogrodzie czy na tarasie. Wymaga regularnego podlewania (gleba powinna być lekko wilgotna), uszczykiwania liści oraz pędów (dzięki temu ładnie się rozkrzewi) i przepuszczalnej bogatej w składniki odżywcze gleby. Bazylia najlepiej czuje się w miejscach nasłonecznionych. Zioło to zawiera olejek eteryczny o bardzo silnym, korzenno-kwiatowy zapachu, który nie jest lubiany przez owady, a wdychany przez ludzi wpływa pozytywnie na nasz organizm. W naturalnych preparatach przeciw komarom można łączyć bazylię z mietą J.

Mięta pieprzowa (Mentha piperita L.) bylina o krzewiastym pokroju, dorasta do 90 cm wysokości. Jest mieszańcem międzygatunkowy mięty nadwodnej (M. aquatica) i mięty zielonej (M. spicata). Aromatycznym składnikiem mięty jest olejek miętowy w skład, którego wchodzi m. in. mentol i walerianian mentylu. W uprawie roślina ta preferuje słoneczne stanowiska i próchniczą, przepuszczalną, bogatą w wapń glebę. Mięta bujnie się rozrasta, dlatego warto sadzić ją w większych donicach i regularnie przycinać, dzięki temu ładnie się rozkrzewi.

MIĘTOWO- BAZYLIOWY ŚRODEK NA INSEKTY

Świeżą miętę najlepiej wsmarować w skórę lub ubrania, aby komary z daleka podchwyciły jej aromat. Z suszu możesz przygotować wywar do spryskiwacza. W połączeniu z bazylią, zapach mięty może zdziałać cuda!

Rozmaryn lekarski (Rosmarinus officinalis L.) – wiecznie zielony krzew, który w stanie dzikim osiąga wysokość nawet do 2 m, w uprawie doniczkowej jest znacznie mniejszy. Jego czterokanciasta łodyga drewnieje w drugi roku. Liście są skórzaste, na wierzchu ciemnozielone, pod spodem jaśniejsze, pokryte kutnerem. Rozmaryn jest bardzo aromatyczny dzięki zawartości olejków eterycznych tj. cyneolu, pinenu, cymenu, borneolu. Gałązka rozmarynu rzucona w ogień wydziela dym odstraszający owady. Można także zaparzać go i pryskać na ciało. Warto również okadzić pomieszczenie rozmarynem przy wzmożonym wysiłku umysłowym – jego zapach pobudza mózg do intensywniejszej pracy.

Tymianek pospolity, macierzanka tymianek (Thymus vulgaris L.) – niska krzewinka dorastająca do 20-30 cm wysokości. Kwiaty macierzanki są drobne, dzwonkowate, o lilowym zabarwieniu. W uprawie potrzebuje jasnego słonecznego stanowiska, osłoniętego od wiatru oraz żyznej przepuszczalnej gleby. Tymianek jest bardzo popularną przyprawą i rośliną leczniczą – stosuje się ją m. in. w problemach z trawieniem, biegunce i przeziębieniach. Ma działanie bakterio- i grzybobójcze oraz wykrztuśne. Używa się go przy kaszlu, dolegliwościach gardła (kaszel, chrypka), a także do poprawiania apetytu. Ziele tymianku zawiera olejki eteryczne tj. tymol i karwakrol. Napar z tymianku w połączeniu z rozmarynem jest skutecznym sposobem przeciw kleszczom.

ZIOŁOWY PREPARAT ODSTRASZAJĄCY KLESZCZE

Rozmaryn i tymianek zaparz w malej ilości wody. Po godzinie przelej do atomizera i dodaj sok z cytryny. Wymieszaj. Preparatem możesz spryskać zarówno siebie, jak i swojego psa lub kota.

Koper włoski, fenkuł włoski (Foeniculum vulgare Mill.) – roślina przyprawowa, osiąga 90–200 cm wysokości, ma wzniesioną łodygę oraz silnie rozgałęzione pędy ulistnione pierzastymi liśćmi. Liście wraz z łodygą tworzą u podnóża rośliny, jadalne, bulwiaste zgrubienie, zwane potocznie cebulą. Koper ma silny anyżkowy zapach. Roślinę tę można posadzić razem z bazylią, miętą i tymiankiem w ogrodzie czy na balkonie, a ochrona przed komarami będzie jeszcze skuteczniejsza. Zioła te wytwarzają, bowiem olejki eteryczne, których nie lubią insekty.


Większość omówionych tu roślin jest nie tylko ładna, ale daje się też wykorzystać jako zioło czy przyprawa. Warto mieć je w ogrodzie – posłużą nie tylko do celów ozdobnych, ale ochronią nas też przed niechcianymi insektami. Ziołowe napary przeciw owadom są natomiast fantastyczną alternatywą dla chemicznych sklepowych preparatów, które może i skuteczne, ale są groźne dla naszego organizmu i nie mogą ich stosować dzieci. Korzystajmy z darów natury w walce z komarami, muchami i kleszczami!

Karina Rudzka