wtorek, 16 lutego 2016

W MIEJSKIEJ KNIEI – BLIŻEJ SIEBIE – BLIŻEJ DZIECKA. Uzdrawiająca moc dotyku

„Kiedyś przeczytałam w internecie, że przytulanie się jest jednym z najprzyjemniejszych stanów umysłu i całkowicie się z tym zgadzam" – powiedziała mi Agnieszka Kozieł, praktyk masażu MA-URI, właścicielka firmy „MA-URI Masaż pełen dotyku”, pasjonatka życia, mama dwóch 13-letnich chłopców. „Moje życie rozpoczynało się dwa razy. Pierwszy raz przy narodzinach, 44 lata temu, kolejny raz na stole do masażu, po sesji MA-URI, sesji pełnej niezwykłego dotyku. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że na jego jakość składa się wiele elementów, między innymi uważność, koncentracja, właściwy czas, precyzja... i dużo innych rzeczy. Doświadczyłam na sobie magicznej siły, jaką niesie relacja z drugim człowiekiem, właśnie poprzez dotyk. Zobaczyłam niszę, przestrzeń, którą koniecznie trzeba zagospodarować po to, by móc żyć w zgodzie z sobą”.
Marzena Kaczmarek: Dziś już wiadomo, że oprócz zwykłego pożywienia, człowiekowi potrzebny jest także pokarm emocjonalny. Czuły dotyk ma uzdrawiającą moc. Możesz nam coś więcej o tym opowiedzieć?
Agnieszka Kozieł: Kilka lat temu potrzebowałam wsparcia i pomocy. Te potrzeby dotyczyły bardziej emocji. Byłam zagubiona w życiu, samotna i słaba. Trafiłam do praktyczki MA-URI nie mając żadnej świadomości tego, na czym polega jej praca. Sesja rozpoczęła się całkiem zwyczajnie. Po chwili odczułam coś niespodziewanego. Dzięki pełnemu ludzkiej czułości dotykowi poczułam się całkowicie bezpieczna. Po raz pierwszy w życiu ktoś z takim szacunkiem dotykał mojego ciała, wyznaczał jego granice. Zrozumiałam, gdzieś w głębi siebie, jaką wartością w naszym realnym życiu jest dotyk. Jak bardzo powierzchownie i beztrosko zajmowałam się sobą do tej pory. Miałam wrażenie, jak gdyby ktoś odsłaniał grubą kotarę, a zza niej wyłaniał się prawdziwy sens mojego życia.
Ktoś powie – to tylko masaż, ja powiem – to czysta, biała relacja, to bezinteresowna miłość do drugiego człowieka, pod postacią szacunku, uważności, autentyczności, radości, delikatności, energii. Niesamowitą rzeczą jest całkowity brak oceny ze strony praktyka. Dotyczy to naszego ciała, naszych emocji, zachowania. To budzi ogromne poczucie zaufania do siebie. Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy i tylko od nas samych zależy zmiana, jeżeli jej potrzebujemy.
Marzena Kaczmarek: Do kogo lub do czego najlepiej się przytulać?
Agnieszka Kozieł: Przytulanie jest bezcenne :). Wszystko jest ze sobą powiązane. Jeśli dziecko nie jest przytulane, to jako dorosły człowiek też będzie miało opory, mimo poczucia braku. Można wtedy starać się wyjść poza swoją strefę komfortu w niedotykaniu i badać, oswajać siebie, przyglądać się odczuciom, zadawać sobie pytania: dlaczego czuję niechęć, czego się boję, co może się zmienić, kiedy zbliżę się do innego człowieka. Pozostają nam jeszcze drzewa z swoją energią, z swoją mocą i siłą, są zwierzaki – niezastąpieni cierpliwi przyjaciele ze swoją intuicją i bezinteresowną miłością.
Marzena Kaczmarek: Czy możemy też przytulić sami siebie?
Agnieszka Kozieł: To bardzo ważne. Oczywiście należałoby to robić wielokrotnie w ciągu dnia. Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z takiej możliwości. Nawykowo nauczeni jesteśmy traktować siebie mocno krytycznie, stawiać sobie wysokie wymagania, oceniać i obwiniać. Zamiast tego doceńmy siebie za to, co osiągnęliśmy, za odwagę, za dobroć, która jest w nas. Wystarczy krótka chwila, by zamknąć oczy i podziękować sobie. Przytulić się mentalnie, wyobrazić jako maleńką osóbkę, delikatną i wrażliwą (bo tacy jesteśmy pod maskami nakładanymi grubą warstwą) i objąć się własnymi ramionami i poczuć, że mamy taką możliwość. Jesteśmy sami ze sobą na zawsze. Dbajmy o siebie, bo tylko my wiemy, czego nam brakuje.
Marzena Kaczmarek: Jakiej dawki uścisków potrzebujemy, aby prawidłowo funkcjonować?
Agnieszka Kozieł: Virginia Satir, amerykańska psychoterapeutka określiła, że „by przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie, trzeba ośmiu uścisków dziennie. By się rozwijać, trzeba dwunastu uścisków dziennie”. To nauka, a my przytulajmy się, głaskajmy maksymalnie dużo, często, czerpmy z tego radość i przyjemność, bądźmy autentyczni i szczerzy w relacji ze sobą i światem zewnętrznym.
Marzena Kaczmarek: Prowadzę warsztaty dla dzieci z opiekunami. Na jednym ze spotkań miałam taką sytuację – co mnie bardzo zdziwiło – dziecko nie chciało się przytulić do rodzica. Usłyszałam wtedy od mamy „on nie lubi się przytulać”. Masz może jakąś radę lub ćwiczenie dla rodziców, aby dziecko chciało się przytulić czy lepiej nie zachęcać go do tego, jeżeli dziecko na przykład doświadczyło „złego dotyku”, bo przecież bez „przytulańców” też ludzie jakoś funkcjonują.
Agnieszka Kozieł: Myślę, że to bardzo delikatna sprawa. Potrzeba nam wielkiej uważności, niezwykłej wrażliwości, taktu i czasu, aby zdobyć zaufanie dziecka. Stwierdzenie „on nie lubi się przytulać” jest ucieczką rodzica od trudnej sytuacji, jest niechęcią do zmierzenia się z problemem dziecka. Do tego, by „zły dotyk” przepracować, trzeba odwagi, wiedzy i zaangażowania. W takich wypadkach trzeba ćwiczyć przytulanie do zwierząt, uczyć dziecko dotyku w trakcie zabawy. Możliwe jednak, że będzie to długi i żmudny proces. Ale kiedy będziemy pełni miłości, zrozumienia, otwartości nie będzie to dla nas pracą, będzie życiem.

PROPOZYCJE ZABAW Z DZIECKIEM
Posłuchajcie, jak biją wasze serca
Połóż dziecko na plecach, najlepiej na dywanie lub na kocu (zadbaj o to, aby było mu ciepło), przyłóż ucho do jego serca i słuchaj jego bicia. Następnie wyklaskaj rytm bijącego serca. Następnie zamieńcie się rolami.
Pobujajcie się razem
Usiądź z dzieckiem na dywanie lub karimacie. Malucha posadź między nogami (możecie usiąść tyłem lub przodem do siebie), delikatnie bujajcie się z boku na bok, podpieraj dziecko kolanami, udami i ramionami.
Wierszyk z pokazywaniem
Takie wierszyki służą rozwojowi mowy, myślenia, koordynacji wzrokowo-ruchowej, doskonalą orientację w mapie własnego ciała. Recytując, pokazujemy dokładnie to, o czym mowa w wierszyku.

Masujemy nasze czoło, aby było nam wesoło.
Masujemy nasze skronie, przykładając obie dłonie.
Masujemy i podbródek, żeby śmiał się krasnoludek.
Potem dzióbek też zrobimy, wyczyniając śmieszne miny. 
                                 
Marzena Kaczmarek

Polecane wydarzenia:
BLIŻEJ PRZYRODY – POWRÓT DO NATURY – warsztaty dla dzieci 5-12 lat https://www.facebook.com/events/1486464444989036/
W Miejskiej Kniei Dzieciom


czwartek, 11 lutego 2016

GODNE UWAGI. Łukasz Tulej, Remigiusz Romaniuk i ich wspólny projekt zielonastrona.net


Łukasz Tulej (po lewej), Remigiusz Romaniuk (po prawej)
Moim celem jest krzewienie sztuki przetrwania, służącej wzmacnianiu człowieka. Nieraz przekonałem się, że moc jest w nas i wystarczy ją tylko odkryć, choć czasem nie jest to przyjemne i wymaga wysiłku. Dobrze ukierunkowana energia może zdziałać wiele. TooleySurvival.pl to nazwa mojej działalności gospodarczej, którą założyłem po to, by legalnie i zgodnie z moim poczuciem patriotyzmu (w moim mniemaniu patriotyzm to nie tylko wzniosłe słowa, ale i uczciwość wobec res publica, w tym m.in. płacenie podatków oraz odpowiedzialność wobec współobywateli) i praworządności uczyć ludzi i pomóc im odkrywać ich pasje. Mogłem wprawdzie pozostać w szarej strefie, podobnie jak wielu kolegów po fachu, ale kłóciło się to z moimi przekonaniami. Oficjalnie podjąłem więc wyzwanie edukacji społeczności miejskich (ludzie ze wsi wychowują się inaczej i twardo stąpają po ziemi), by podejmując decyzje, nie kierowali się wyobrażeniami, tylko realną oceną sytuacji, by mierzyli siły na zamiary, a porażki traktowali jako naukę, a nie strzał w potylicę. Stąd w organizowanych przeze mnie szkoleniach uwzględniam psychologiczny aspekt przetrwania, a survival traktuję jako narzędzie.
Skąd więc wziął się pomysł połączenia sił z Remigiuszem Romaniukiem pod wspólnym szyldem ZielonaStrona.net. Pierwszego dnia wiosny, jak co roku, organizowałem „KPN survival trekking” – niekomercyjne wydarzenie na przywitanie wiosny w Kampinoskim Parku Narodowym. W grupie uczestników jedna osoba zachowywała się jakby inaczej: odpowiedzialnie, rozsądnie, po trapersku – np. chodząc po skutym lodem mokradle, trzymała bezpieczny odstęp od pozostałych, aby w razie załamu, nie znaleźć się pod wodą z resztą spacerowiczów. To był Remigiusz Romaniuk – tak go poznałem. Bez wielkich słów kim jest, skąd przybył itd. Po prostu zobaczyłem człowieka, który postępuje tak, jak należy i nie chwali się długością noża.
Nie zaglądam do internetu i nie śledzę, co, kto i gdzie robi, a Remi już wtedy prowadził swojego bloga zielonastrona.net i był doświadczonym instruktorem z Royal Rangers. To było jakieś dwa, trzy lata temu. Od tamtej pory często prowadziłem zajęcia, nie tylko komercyjne, razem z nim. Bardzo trudno znaleźć człowieka, który ma pasję, kwalifikacje (bushcraft w tym przypadku), a do tego potrafi pisać porządne artykuły i rozmawiać z klientem biznesowym.
Współpracując z Remigiuszem, doszedłem do wniosku, że myślimy podobnie i warto jest współpracę sformalizować oraz zmodernizować szkołę przetrwania. Rzuciłem świat milionowych projektów i zespołów wdrożeniowych, gdzie ludzie spalali się jak zapałki dla mało wzniosłych celów i jednocześnie byli w swoisty sposób okaleczani, po to by dać moc tym, którzy się przebudzili lub tego przebudzenia potrzebują. Dobrze jest dużo zarabiać, ale jeszcze lepiej jest zarabiać wystarczająco, robiąc z pasją rzeczy wzniosłe. Nie ma piękniejszej rzeczy, niż widzieć, jak drugi człowiek staje na własnych nogach i, choć dźwiga wielki ciężar, idzie z uporem i uniesioną głową nie jak niewolnik, ale jak człowiek wolny, mądry i znający swoje możliwości.
Tak właśnie doszło do scalenia tooleysurvival.pl i zielonastrona.net – pozostały wartości (które reprezentuje logo) i nazwa, która nawiązuje do zielonej strony życia puszczańskiego i do tego jest łatwiejsza do zapamiętania :).
W 2016 roku pojawią się nowe szkolenia i nowi trenerzy oraz nowe dyscypliny, jak choćby samoobrona (w wydaniu ekstremalnym, nastawiona na budowanie duszy wojownika, a nie na zabójcze techniki ninja) czy trzystopniowy kurs przetrwania, w którym wystąpić mają specjaliści nietypowych aktywności – ale to zostawię Wam do odkrycia na naszej nowej stronie zielonastrona.net.

 Łukasz Tulej

wtorek, 9 lutego 2016

KASZTANKA W ZIOŁOWYM BARZE. Na jagody w styczniu

Pasterze i owczarze – od nich, a może już od tropicieli i myśliwych – zaczęła się medycyna. Obserwacje zachowań chorych i rannych zwierząt pozwalają odkryć, które rośliny uśmierzają ból, przywracają siły, chronią od ukąszeń, leczą niestrawność lub też czym się wyżywić zimą.
Zimowy las z pozoru jest ubogi, nieprzystępny, szary. W istocie jednak jest otwartym bufetem dla leśnych stworzeń. Idąc ich śladami, odkryjemy, że jedzą smaczną korę drzew, porosty, gałązki i zeschłe zioła. O ile obserwacja przeżuwaczy może dać błędne wnioski o jadalności roślin (bydło ma cztery żołądki i liczną armię bakterii i wymoczków, trawiących najróżniejsze niestrawne dla ludzi produkty), o tyle konie, bardzo wrażliwe pokarmowo, są dobrym źródłem wiedzy o jadalnych zimowych roślinach.

Widoczny na zdjęciu Cukierek bardzo dba o linię (to znaczy, żeby zawsze był kuszących krągłości :D). W związku z tym na zimowym spacerze cały czas wskazuje (i zrywa, jeśli może) jadalne rośliny: zasuszone pędy pokrzywy, krwawnika, wrotyczu (który działa przeciwrobaczo), malin, igiełki świerku. Najbardziej jednak podczas styczniowych wypraw w teren odpowiadają mu zielone krzewinki jagód. Podobne preferencje, sądząc po śladach żerowania, mają sarny i jelenie! Zwraca uwagę, że są one pięknie zielone, a więc zapewne zawierają witaminy, których latem dostarczają uschnięte (i przez to mniej wartościowe) zioła (pokrzywa, krwawnik). Mądrość zwierząt przejawia się tym, że chociaż potrafią one wykorzystać skąpe i podłej jakości pożywienie bez grymaszenia, jednocześnie z dostępnej żywności bezbłędnie wybierają to, co najlepsze! U nich nie ma zostawiania dobrych kąsków na brzegu talerza na potem – bo ktoś może je uszczknąć w międzyczasie :D.

Weźmy teraz pod lupę Cukierkowy przysmak. Liście i owoce borówki brusznicy są nie tylko smacznym pożywieniem. Według starych zielników liście są lekiem przeciw cukrzycy a owoce przeciw biegunce i owsikom. Zbadano, że ich składniki działają przeciwcukrzycowo na tyle skutecznie, że mówi się wręcz o roślinnej insulinie. Listki i pędy są bogatym źródłem mikroelementów (szczególnie chromu oraz manganu, magnezu i potasu) oraz garbników (15-20%, stąd właściwości przeciwbiegunkowe i ściągające). Roślinka pomaga utrzymać żyły (także w siatkówce oka) w dobrym stanie; polecana jest przy zaburzeniach krążenia, zapobiega skrzepom. Niektóre prace sugerują, że liści nie należy stosować, ponieważ zwierzęta przymusowo nimi karmione w dużych ilościach, o dziwo, chorowały... I tu właśnie mamy do czynienia z mądrością natury skonfrontowaną z zadufaniem i ignorancją człowieka. Zwierzęta jedzą zioła (w tym jagodziwie), gdy organizm im to podpowiada, i tylko wtedy. Nie na siłę i nie bo przeczytały, że to modne. Same wiedzą, kiedy zrobić przerwę – natura to reguluje, rozmaite rośliny pojawiają się i są zjadane sezonowo, w różnym czasie wtedy, kiedy są najlepsze; są to silnie działające dodatki stosowane w przypadku równie silnych dolegliwości. Wtedy właśnie sprawdza się powiedzenie, że na każdą przypadłość jest lecznicze zioło :).
                                                                                                                                      
Joanna Smulska
strona sklepu Złoty Koń: http://zlotykon.pl

LEŚNA PASJA. Odrobina psychologi w survivalu

Podobnie jak nasi przodkowie posiadamy wewnętrzny mechanizm obronny, który zaczyna działać, gdy pojawia się stres.
Stres definiowany jest w psychologii jako dynamiczna reakcja adaptacyjna pomiędzy możliwościami jednostki, a wymogami sytuacji, charakteryzująca się brakiem równowagi psychicznej i fizycznej, a podejmowanie zachowań zaradczych jest próbą przywrócenia tej równowagi.
Reakcją na sytuację stresową jest walka lub ucieczka. Wtedy właśnie wydzielane są do krwi duże ilości insuliny i adrenaliny, wyostrzają się zmysły, dzięki którym możemy lepiej obserwować otoczenie, spada wrażliwość na zimno i ból oraz uwalniają się zapasy energii, której nasz mózg i ciało potrzebują do szybkiego reagowania i działania.
Wszystkie te procesy pomagają nam walczyć z niebezpieczeństwami i dokonać rzeczy, którym w optymalnych sytuacjach nigdy nie bylibyśmy w stanie podołać. Oczywiście stres może nam bardzo pomóc, ale może również zaszkodzić. Jest jednak jednym z najważniejszych czynników decydujących o powodzeniu działań survivalowych.

Zły stan psychiczny czy chroniczny stres zwiększają podatność organizmu na infekcje. Zimno dla przykładu spowalnia obieg krwi i wpędza w anormalną senność, nie tylko upośledzając procesy myślowe, ale prowadząc do wyziębienia. Upał z kolei wywołuje odwodnienie i spadek wydajności mózgu składającego się w 85% właśnie z wody. Na skutek głodowania pojawiają się zwroty głowy i krótkotrwałe utraty przytomności.
Jeśli uznacie, że na wasz stan psychiczny wywierają wpływ czynniki środowiskowe, należy je niezwłocznie wyeliminować: poszukać schronienia lub je zbudować i rozpalić ogień, by uchronić się przed zimnem, należy pić regularnie, przy niedostatecznej ilości płynów zmniejszać przyjmowanie pożywienia, gdyż jego trawienie, a w szczególności tłuszczów, wymaga wiele cieczy. Niepokój i depresja w dużej mierze wynikają ze zmęczenia, trzeba wtedy zaplanować dwudziestominutowe drzemki.
Jak widać, stres może zachęcać albo zniechęcać, dodawać nam energii albo paraliżować. Stres może inspirować do skutecznych działań i przygotować do maksymalnej efektywności w sytuacji zagrożenia. Może też sprawić, że spanikujesz i zapomnisz o całym swoim szkoleniu.
Kluczem do przeżycia jest zdolność do radzenia sobie ze stresem. Przetrwa ten, kto pracuje nad sobą, a nie ten, kto pozwala by stres nim zawładnął.
Według piramidy Pałkiewicza, najważniejsze elementy dla przetrwania to wola przeżycia, wiedza, czyli znajomość metod, trening oraz sprzęt.
Należy zauważyć, że wiedza i trening, czyli teoria i praktyka, to środek tej piramidy, nie możemy tu mówić o rzetelnym treningu bez znajomości teorii, na przykład przy budowie szałasu, rozpalaniu ognia czy pozyskiwaniu pożywienia. W dzisiejszych czasach najłatwiej oczywiście zdobyć odpowiedni sprzęt, trzeba jeszcze umieć z niego korzystać, ale i bez niego możemy sobie poradzić.
Duże zagrożenie dla umiejętności przetrwania to nasz zwykły sposób życia. Cywilizacja w dużym stopniu chroni nas przed zagrożeniami przyrodniczymi. Jeśli jednak nastąpi jakiś nieprzewidziany kataklizm i momentalnie stracimy wszystko, do czego przywykliśmy, czyli ciepłe bezpieczne mieszkanie, zapas żywności, wody i zostaniemy tylko z tym, co mamy na sobie, wtedy podjęte przez nas decyzje umożliwią przetrwanie lub spowodują śmierć. Właśnie wtedy gdy potrzebne są jasny umysł i fizyczna sprawność, możemy doznać szoku, poczuć się zagubieni. Czy w przypadku takiego zagrożenia nie stracimy siły woli?
Najważniejsze jest oczywiście odpowiednie nastawienie psychiczne, czyli WOLA PRZEŻYCIA. To ona doda sił w czasie marszu i pozwoli wydostać się z opresji. Jeśli będziemy podsycać i podtrzymywać swoją wolę przeżycia, jest duża szansa, że uda nam się wrócić do domu. Jeśli jednak pozwolimy jej zgasnąć, nasze ocalenie będzie tylko kwestią przypadku i choć wydaje się, że niektóre osoby po prostu ją mają, w istocie wola przeżycia to świadoma decyzja.
Warto przy tym podkreślić, że ludzka psychika jest najbardziej zawodnym elementem w sytuacjach stresowych, to ona pada pierwsza i to częściej u mężczyzn, niż u kobiet. Warto więc popracować nad wzmocnieniem tego ogniwa, na przykład poprzez zajęcia survivalowe w terenie, bo dla zwykłego mieszczucha spędzenie nocy w lesie może być czymś strasznym i wręcz niewykonalnym, a doświadczony survivalowiec czy wytrawny turysta potraktuje tę sytuację jako kolejną przygodę połączoną z treningiem, przygotuje sobie szałas, ognisko. Tak więc jak widać stres można kontrolować, wykorzystać w pozytywny sposób, opanowując go i spokojnie działając dla poprawy swojego położenia.
Emocje w trudnych chwilach bywają zgubne i warto nauczyć się nad nimi panować. Jest to umiejętność, którą każdy może posiąść. Poznając siebie, nauczymy się radzić sobie ze stresem, lękiem.
Gdy będziemy kontrolować siebie, lepiej zareagujemy w trudnych sytuacjach i tym samym wzmocnimy swoją wolę przetrwania. Każde doświadczenie nas kształtuje. Jeśli powtórzy się sytuacja, którą już raz przeżyliśmy, to zareagujemy na nią bardziej adekwatnie, będziemy umieli wyciągać właściwe wnioski.
 Pamiętajmy, że bez względu na to, w jak trudnej sytuacji się znaleźliśmy, zawsze dysponujemy środkami, które pomogą wydobyć się z opresji. Te środki to nasz umysł i ciało. Uczyńmy z nich użytek, a będziemy mogli osiągnąć rezultat, jakiego oczekujemy.
Ja ze swojej strony życzę wam jak najmniej sytuacji stresowych i jak najwięcej przygód połączonych z doskonaleniem umiejętności podczas obcowania z naturą, co da pozytywny efekt, kiedy podbramkowa sytuacja nagle nas zaskoczy.

Arek Częstochowski


piątek, 5 lutego 2016

PERMAKULTURA. Gałąź, na której siedzimy

Ziemia, nasza planeta, jest jak dotychczas jedynym domem, jaki człowiek jako gatunek, posiada. A nawet więcej niż domem, bo bez domu od biedy można żyć. Ziemia zapewnia wszystko, czego ludzie do życia potrzebują, a nasze losy są nierozerwalnie z nią związane. Ta zależność jest tak oczywista, że trudno zrozumieć, dlaczego niszczymy naszą planetę. Zatruwamy wodę, powietrze i glebę, doprowadzamy do wymierania gatunków roślin i zwierząt, niszczymy lasy, rabunkowo gospodarujemy zasobami i doprowadzamy do klimatycznych oraz ekologicznych katastrof.

Pierwszą zasadą permakultury jest Troska o Ziemię, i zasada ta wydaje się tak oczywistą, że nie sposób jej negować. Gdyby przez pryzmat tej zasady ludzkość spojrzała na swoje działania i, mając tą zasadę na uwadze, podejmowała decyzje, moglibyśmy żyć bez obaw o los naszej Błękitnej Planety.

Projektując permakulturowe systemy pamiętamy o tym, że każde życie na Ziemi ma wartość i że każda żywa istota pełni w ekosystemie szereg ról, w tym takich, z których istnienia możemy sobie nawet nie zdawać sprawy. Staramy się uzyskiwać maksimum efektów, wprowadzając minimum zmian, wzorując się na rozwiązaniach podpatrzonych w naturze.

Szczególny nacisk kładziemy na ochronę gleby. Podobnie jak natura zawsze dąży do tego, aby glebę chroniła warstwa ściółki i roślinności, tak i my staramy się na naszych polach i w ogrodach unikać orki i przekopywania oraz okrywać glebę ściółką, budując kolejne warstwy materii organicznej i zmniejszając dzięki temu emisję dwutlenku węgla do atmosfery.

W systemach permakulturowych dbamy o wodę, starając się, aby jak najefektywniej ją wykorzystywać. Montujemy systemy zbierające wodę deszczową, biologicznie oczyszczamy ścieki, wykorzystujemy tak zwaną „szarą wodę” (ze zlewu kuchennego i prysznica) do nawadniania upraw. Gromadzimy wodę w krajobrazie, budując groble i stawy.

Dbamy o czystość powietrza sadząc różnorodne gatunki drzew, zakładając leśne ogrody, wykorzystując nasadzenia do tworzenia mikroklimatów, żywopłotów, barier wiatrochronnych i dźwiękochłonnych. Ograniczamy emisję metanu do atmosfery poprzez stosowanie właściwych, humanitarnych metod hodowli zwierząt gospodarskich. Wykorzystujemy odnawialne źródła energii.

Stosujemy zasadę pięciu R – od angielskich słów refuse, reduce, reuse, repurpose, recycle (odmawiaj, ograniczaj, używaj ponownie, przerabiaj, odzyskuj). Odmawiamy stosowania i korzystania z technologii szkodliwych dla naszej planety, ograniczamy zużycie surowców i energii do niezbędnego minimum, ponownie używamy surowców i materiałów (preferując na przykład przedmioty wielorazowego użytku), znajdujemy nowe zastosowania dla przedmiotów, które miałyby być wyrzucone i wykorzystujemy ponownie wszystkie surowce wtórne, takie jak metal, szkło czy papier.

Podejmowanie takich działań, będących wynikiem hołdowania zasadzie etycznej Troski o Ziemię, jest kluczowe dla naszego przetrwania na Ziemi. Nie przetrwania Ziemi, jako planety i życia na niej, ale nas jako gatunku. Wierzę głęboko, że gdy wyginiemy, Ziemia bez nas doskonale sobie poradzi. Nie dbając o Ziemię, podcinamy gałąź, na której siedzimy, a upadek może okazać się bardzo bolesny.



Wojciech Górny

LITERA PRAWA. Ogień w lesie

Któż z nas choć raz w życiu nie zapatrzył się na płonące ognisko? Jest w nim coś, co przyciąga wzrok: moc żywiołu, ciepło, gra płomieni. Słyszałem kiedyś opinię, że potrzeba wpatrywania się w ognisko jest spadkiem po naszych przodkach. Jest to jedno z zachowań atawistycznych, z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Kiedyś ludzie spędzali długie wieczory wpatrując się w ogień. W dzisiejszych czasach większość z nas ognisko zamieniła na telewizor i czasem też bezwiednie gapimy się wieczorem w ten emitor jasnego światła. Podczas leśnych wypraw nierzadko nachodzi nas pokusa, żeby rozpalić ognisko, ogrzać się po długiej wędrówce, podsuszyć przemoknięte ubranie lub zwyczajnie ugotować coś do jedzenia. Jeżeli zdecydujemy się na taki krok, musimy zdawać sobie sprawę, że łamiemy prawo. A jest ono w tej materii  bardzo restrykcyjne. Musi jednak takie być, ponieważ ogień potrafi nieść ogromne zniszczenie, kiedy wymknie się spod kontroli.

Kwestię używania ognia w lesie reguluje nie tylko ustawa o lasach.

I. Ustawa z dnia 24 sierpnia 1991 r. o ochronie przeciwpożarowej (Dz. U. z 2009 r. Nr 178, poz. 1380 z późn. zm.)
art. 3.
1. Osoba fizyczna, osoba prawna, organizacja lub instytucja korzystająca ze środowiska, budynku, obiektu lub terenu jest obowiązana zabezpieczyć je przed zagrożeniem pożarowym lub innym miejscowym zagrożeniem.

II. Ustawa z dnia 28 września 1991 r. o lasach (Dz. U. z 2011 r. Nr 12, poz. 59 z późn. zm.)
a)      Odpowiedzialność za szkody powstałe w lesie:
art. 11
Jednostka organizacyjna, osoba fizyczna lub prawna odpowiedzialna za powstanie szkody w lasach jest obowiązana do jej naprawienia według zasad określonych w Kodeksie cywilnym.

b)     Udostępnianie lasu dla ludności:
art. 26
3. Nadleśniczy wprowadza okresowy zakaz wstępu do lasu stanowiącego własność Skarbu Państwa, w razie gdy:
2) występuje duże zagrożenie pożarowe.

c)      Czynności, których wykonywanie w lesie jest zabronione:
art. 30
3. W lasach oraz na terenach śródleśnych, jak również w odległości do 100 m od granicy lasu, zabrania się działań i czynności mogących wywołać niebezpieczeństwo, a w szczególności:
1) rozniecania ognia poza miejscami wyznaczonymi do tego celu przez właściciela lasu lub nadleśniczego,
2) korzystania z otwartego płomienia,
3) wypalania wierzchniej warstwy gleby i pozostałości roślinnych.
4. Przepisy ust. 3 nie dotyczą działań i czynności związanych z gospodarką leśną pod warunkiem, że czynności te nie stanowią zagrożenia pożarowego.

III. Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 7 czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów (Dz. U. z 2010 r. Nr 109, poz. 719 późn. zm.), którego odpowiednie zapisy dotyczą posługiwania się otwartym ogniem:

par. 40.
1. W lasach i na terenach śródleśnych, na obszarze łąk, torfowisk i wrzosowisk, jak również w odległości do 100 m od granicy lasów, nie jest dopuszczalne wykonywanie czynności mogących wywołać niebezpieczeństwo pożaru, w szczególności:
1) rozniecanie ognia poza miejscami wyznaczonymi do tego celu przez właściciela lub zarządcę lasu;
2) palenie tytoniu, z wyjątkiem miejsc na drogach utwardzonych i miejsc wyznaczonych do pobytu ludzi.
2. Przepis ust. 1 pkt 1 nie dotyczy czynności związanych z gospodarką leśną oraz wykonywaniem robót budowlanych i eksploatacji kopalin w porozumieniu z właścicielem lub zarządcą lasu.

IV. Rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 22 marca 2006 r. w sprawie szczegółowych zasad zabezpieczenia przeciwpożarowego lasów (Dz. U. z 2006 r. Nr 58, poz. 405 z późn. zm.), które określa zasady wprowadzania okresowego zakazu wstępu do lasu ze względu na zagrożenie pożarowe:

par. 12
Zakaz wstępu do lasu wprowadza się przy 3. stopniu zagrożenia pożarowego lasu, jeżeli przez kolejnych 5 dni wilgotność ściółki mierzona o godzinie 9.00 będzie niższa niż 10%.

Instrukcja ochrony przeciwpożarowej lasu

1.       Posługiwanie się otwartym ogniem w lesie
a) Posługiwanie się otwartym ogniem w lesie lub w odległości do 100 m od jego granicy w działalności gospodarczej niezwiązanej z gospodarką leśną dozwolone jest w miejscach uzgodnionych z nadleśniczym.
b) Palenie ognisk na obozach szkolnych, harcerskich itp. może się odbywać w miejscach wyznaczonych do tego celu przez nadleśniczego.
c) Stałe miejsca posługiwania się otwartym ogniem w lesie wyznacza nadleśniczy poprzez ich techniczne zagospodarowanie. Miejsca te wyznacza się jedynie w celach turystyczno-wypoczynkowych.
d) Nadleśniczy, wyznaczając czasowe miejsca posługiwania się otwartym ogniem w lesie, obowiązany jest do pisemnego określenia miejsca i warunków bezpiecznego posługiwania się ogniem w lesie oraz sprawowania nadzoru nad ich przestrzeganiem.
e) Nadleśniczy może w okresach szczególnego zagrożenia pożarowego lasu, wstrzymać wyznaczanie miejsc posługiwania się otwartym ogniem oraz anulować miejsca wcześniej wyznaczone [w trybie pkt: b), c), d)].
f) Zabronione jest palenie ognisk oraz wykonywanie innych czynności gospodarczych związanych z używaniem ognia na glebach torfowych, w młodnikach i drzewostanach, w których wysokość koron drzew znajduje się poniżej 10 m od ziemi, oraz na powierzchniach leśnych porośniętych trzcinnikiem, wysokimi trawami i wrzosem.

Dlaczego nie może palić ognia w lesie osoba, która zna las jak własną kieszeń i myśli, że jest zaznajomiona z ogniem? Powyższe przepisy jak zwykle mają działać prewencyjnie. Proszę zwrócić uwagę, że zapisy Instrukcji Ochrony Przeciwpożarowej Lasu nie przewidują wydania zgody na palenie ognia w lesie dla osób fizycznych. Widnieją zapisy o możliwości wydania takiej zgody jedynie dla osób prowadzących działalność gospodarczą niezwiązaną z gospodarką leśną lub/i obozów szkolnych, harcerskich itp. (w domyśle formalnie zorganizowanych grup). Nie ma możliwości weryfikacji wiedzy poszczególnych osób co do posługiwania się ogniem w lesie. Zresztą w przypadku tak nieprzewidywalnego żywiołu, jakim jest ogień, lepiej mieć w sobie dużą dozę pokory i nie polegać zbytnio na przekonaniu o swoich umiejętnościach. Ogień można łatwo kontrolować, gdy warunki atmosferyczne są stabilne, jest bezwietrzna i wilgotna pogoda. Sytuacja może diametralnie się zmienić w przypadku nieoczekiwanego podmuchu wiatru, kiedy ściółka jest przesuszona.
               Czy takie prewencyjne zapisy mają sens? Oczywiście. Ustawodawca miał świadomość tego, że ogromna większość społeczeństwa nie posiada chociażby podstawowej wiedzy i doświadczenia związanego z naturą ognia. Przeciętny Kowalski nie zabiera się przecież do rozpalania ogniska bez baniaka z benzyną… A zatem ze względu na brak możliwości systemowej weryfikacji umiejętności, konstruktorzy ustawy wprowadzili zakazy dotyczące wszystkich obywateli.
Najwięcej pożarów w Lasach Państwowych wcale nie wybucha w środku lata, kiedy roślinność jest bujna i zielona. Okresem o największym zagrożeniu pożarowym jest wczesna wiosna, kiedy to ciepłe silne wiatry wysuszają ściółkę i pozostałe po zimie suche trawy.

Ponieważ funkcjonujemy w pewnym systemie prawnym, musimy się stosować do jego zapisów i bezwzględnie ich przestrzegać. Dlatego nie napiszę, że w zimie przy dużej pokrywie śnieżnej i bezwietrznej pogodzie można rozpalić małe ognisko, żeby ogrzać ręce. Nie napiszę też, że przeważnie leśniczy to ludzki człowiek i gdy zobaczy kogoś przy małym zimowym ognisku, to raczej nie wlepi mandatu…

                                                                                                                                   Calluna Vulgaris